Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 sierpnia 2017

Lód i woda, woda i lód - Majgull Axellson

     




Jak  we wszystkich swych książkach tak i w tej Majgull Axelsson pisze o kobietach. Tutaj główną bohaterką jest dobiegająca czterdziestki autorka kryminałów, która sądziła, że gdy wypłynie wraz z grupą naukowców na lodołamaczu znajdzie na "Odynie" miejsce, w którym spokojnie będzie mogła oddać się pisaniu nowej książki. Suzane ma za sobą trudną przeszłość, którą próbuje wymazać ze swojej pamięci, ale nawet tutaj ona ją dopada wraz z usłyszaną piosenką, śpiewaną przed wielu laty przez Bjorna Hallgrena, z którym wychowywała się jak siostra z bratem, a który faktycznie był jej kuzynem. To wystarcza, by cała jej przeszłość powróciła; dzieciństwo pozbawione miłości matki, Inez, której sercem całkowicie i bez reszty zawładnął Bjorn i to od momentu, gdy jej bliźniacza siostra, Elsa, niechcianego przez siebie  przyniosła go do domu.  Nie starczyło Inez już uczucia dla córki co tę doprowadziło do kompleksów, pozbawiając pewności siebie i swej wartości a z czasem do braku sensu swego żcia i próby samobójczej. 
           Akcja książki głównie toczy się na Odynie, wśród kruszonego przez niego lodu, ale jej fabuła jest przeplatana historią życia kobiet z rodziny Suzane, począwszy od jej babki. 
Jest to opowieść o dwu  pokoleniach kobiet, żyjących w trudnych związkach, pełnych napięć i niezrozumienia, o ich  wyborach i wynikającego z tych wyborów braku poczucia szczęścia, który to brak  ma destrukcyjny wpływ na kolejne pokolenia, pozbawione tego co najistotniejsze - matczynej miłości. 


Czytaj więcej

sobota, 13 grudnia 2014

Półbrat

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 6/6
Uwielbiam literaturę skandynawską, dlatego po każdą nową książkę z tego kręgu sięgam z ciekawością, ale i sporą dozą zaufania. Tak się bowiem złożyło, że poza niektórymi kryminałami, żadna skandynawska powieść nie zawiodła mnie. Nie inaczej było i w tym przypadku.
Półbrat, to w każdym tego słowa znaczeniu arcydzieło, wielka powieść. Chodzi mi o wymowę, treść, sposób w jaki Christensen bawi się słowem, jak i o...gabaryty. Książka liczy bowiem 920 stron i została wydana w twardej oprawie.
Autor przedstawia dzieje czteropokoleniowej rodziny Nilsenów z Oslo. Nie jest to jednak zwyczajna rodzina. Ilość tragicznych postaci i zdarzeń, jakie na przestrzeni lat wydarzyły się w tym swoistym klanie, wręcz poraża. Początek tym wydarzeniom, dniom mroku dał moment, który powinien być dla wszystkich Norwegów świętem radości - dzień odzyskania niepodległości po zakończeniu II wojny światowej. Nie dla wszystkich był to jednak moment radości, uśmiechu. Dla jednej z nilsenowskich kobiet jest to dzień wstydu, hańby. Wydarzenia, jakich wtedy doznała przerodzą się w traumę, skrywane sekrety, zarówno te czające się tuż pod powierzchnią, jak i te głęboko schowane. To wszystko będzie skutkować życiem, jakiego nikt z nas nie chciałby wieść. A wystarczyłby jeden gest, jedno słowo ze strony najbliższych, żeby następne kilkadziesiąt lat potoczyło się inaczej. 
Nie jest to prosta powieść. Jest to powieść trudna, skomplikowana, pełna smutku, sprzeczności, prawie bez dialogów, ale niezmiernie życiowa. Jest to także opowieść o braku i nieobecności. Bo przy głównych bohaterach ciągle kogoś brak, kogoś, kto swoim zachowaniem, być może wypełniłby wielka lukę, albo sprawiłby, że życie potoczyłoby się inaczej. 
Jeżeli lubicie życiowe, trudne, wielopiętrowe (tak, to dobre określenie) sagi, powieści psychologiczne, pełne emocji, wieloetapowe, gdzie jedna czynność z przeszłości ma wpływ na życie kolejnych pokoleń, to sięgnijcie po Półbrata. Nie dziwi mnie, iż książka ta jest najważniejszą w dorobku Christensena i okrzyknięta została arcydziełem, powieścią kultową. Ja jestem nią zachwycona, chociaż zdaję sobie sprawę, iż Półbrat nie wszystkim przypadnie do gustu.
Moje uznanie dla tłumaczki książki. Christensen ma specyficzny styl pisarski i podejrzewam, że przekład blisko tysiąca stron jego prozy musiał być nie lada wyzwaniem. 
Trudno cokolwiek więcej napisać o tej książce. Treści opowiedzieć się nie da, nie da się jej nawet bardziej zarysować. Pozostaje mi tylko zachęcić was do lektury. To trudna i specyficzna pozycja, ale warto sprawdzić jak odbierze się powieść norweskiego pisarza.  
Niedługo nakładem Wydawnictwa Literackiego ma się ukazać kolejna powieść Larsa Saabye Christensen Odpływ.  Już cieszę się na lekturę.


 

piątek, 5 września 2014

"Rzeźniczka z Małej Birmy" Håkan Nesser

Długo czekałam, by móc w końcu dorwać tę książkę w swoje ręce. Od jakiegoś czasu jestem wielką fanką nie tylko Nessera, ale i jego bohatera, Gunnara Barbarottiego. Nie mogłam się doczekać, kiedy piąta część jego przygód trafi w moje ręce, w końcu doszłam do wniosku, że dłużej czekać nie mam zamiaru i kupiłam e-booka (w końcu jestem od dłuższego czasu posiadaczką Kindle'a). I nie żałuję ani wydanych na tę książkę pieniędzy, ani czasu jej poświęconego - dla mnie Håkan Nesser bezsprzecznie jest mistrzem skandynawskiego (i nie tylko) kryminału i to się chyba jeszcze długo nie zmieni.

Jeśli ktoś, kto ma w planach poznać tę serię, ale tak naprawdę jeszcze jej nie zna lub nie zna wszystkich tomów, niech tej recenzji nie czyta. No chyba, że chce dowiedzieć się, co się wydarzy w życiu Barbarottiego - ja bym nie chciała. Ostrzegłam, mogę więc pisać dalej, a Wy czytać na własną odpowiedzialność. Bo powiem szczerze: zaskoczył mnie już pierwszy rozdział. Dlaczego? Cóż, Barbarotti w "Rzeźniczce" nie będzie w zbyt dobrej formie, a na pewno w gorszej, niż był do tej pory. Będzie musiał się bowiem zmierzyć ze... śmiercią własnej żony. Dla mnie było to dość dużym szokiem, nie tylko dlatego, że polubiłam Marianne, ale również dlatego, że... no cóż, małżonkowie, już niemłodzi, chyba nie zdążyli się zbytnio nacieszyć swoją miłością i szczęściem. Takie mam niestety wrażenie i takie też wrażenie wywołuje na czytelniku "Rzeźniczka z Małej Birmy". Gunnar będzie musiał więc zmierzyć się z tym wszystkim, a wiadomo, że niełatwo jest się pozbierać po śmierci bliskiej osoby. W ramach rehabilitacji dostaje więc od odchodzącego na emeryturę szefa nierozwiązaną sprawę sprzed pięciu lat w celu zastanowienia się, co się z tym fantem da jeszcze zrobić. Dla nas, czytających, oczywiste jest, że jest to dla Gunnara Barbarottiego "zapychacz", coś, co pozwoli mu zapomnieć choć na chwilę o śmierci żony... Ale czy na pewno? Sam inspektor ma wątpliwości, a im bliżej końca, coraz więcej wątpliwości ma i czytelnik.

Sama sprawa, która została powierzona komisarzowi, zbyt skomplikowana nie jest. Mała Birma to gospodarstwo, gdzie przed laty zginął z rąk żony mężczyzna - kobiety, która jak na płeć piękną miała typowo męski zawód. Za morderstwo Ellen została skazana na 11 lat więzienia i swoją karę odsiedziała. Jednak jakiś czas potem w tym samym domu ginie bez śladu kolejny mężczyzna. Nigdy nie odnaleziono jego zwłok, nigdy potem nikt go nie widział ani o nim nie słyszał. Nikt więc nie poniósł kary za jego zniknięcie. Sprawa nie została nigdy rozwiązana, ale po pięciu latach od umorzenia śledztwa wraca, tym razem na biurko Barbarottiego - odchodzący szef chce bowiem uporządkować przed odejściem wszystko, co się da. Ale czy na pewno?... Cóż, na pewno rozwiązanie owej zagadki już takie proste nie będzie; skoro pięć lat temu było trudno je znaleźć, teraz z pewnością będzie jeszcze trudniej. Szczególnie dla głównego bohatera, przed którym non stop stoi wizerunek zmarłej żony, ale również sam powód, dla którego dostał takie zadanie. Po co bowiem zajmować się sprawą, o której wszyscy już dawno zapomnieli, rozmawiać z osobami, z którymi już wcześniej rozmawiano po wiele razy, wyciągać znów na wierzch stare brudy, które najchętniej chciałoby się zakopać jak najgłębiej?...

Ten powód w końcu się wyłoni - bez obaw. To jest w końcu Håkan Nesser, a ten zawsze prędzej czy później zaskakuje. Tutaj nie będzie wyjątku. Chociaż samej akcji nigdzie nie spieszno, jest wolno, czasem nawet za wolno, a wszystko przykryte jest tajemnicą (co w serii o Barbarottim chyba lubię najbardziej, ten niepowtarzalny nigdzie indziej klimat), to mogę Wam zagwarantować, że autor zaskoczy nie raz i nie tylko w zakończeniu. Ja go właśnie za to najbardziej cenię. I za to właśnie lubię powieści o Barbarottim. Żeby nie było, Van Veeterena też lubię, ale te dwa cykle i dwaj bohaterowie są od siebie tak różni, że po prostu nie sposób ich porównywać. I najlepiej przekonać się o tym na własnej skórze. Będzie również trochę rozmyślań i tęsknoty, będzie trochę wynurzeń niekoniecznie związanych ze śledztwem, będzie kilka rozmów z Bogiem - z czego Gunnar już jest nam dobrze znany, swoją drogą uwielbiam dociekliwość bohatera i niekiedy cynizm samego Boga :-)

Już tyle dobrych recenzji dostał ode mnie Håkan Nesser, że nie będę się teraz po raz kolejny rozpisywać, dlaczego warto po niego sięgnąć. Warto i już. A jak ktoś jeszcze ma przed sobą jego twórczość, to zachęcam do tego, aby zacząć właśnie od tej serii - ja tak zrobiłam i do tej pory nie mija mi do niej sentyment. A Håkan jest dla mnie od tamtej pory niedoścignionym mistrzem, nie wiem, czy kiedykolwiek ktoś mu dorówna.


sobota, 10 maja 2014

"Chińczyk" Henning Mankell

Kryminały Henninga Mankella zawsze są dość charakterystyczne. Kto czytał i zna choć jedną jego książkę, ten wie. Autor bowiem bardzo często to nie na samym morderstwie się skupia, ale przede wszystkim na jego otoczce. Nie inaczej jest z "Chińczykiem". Co może łączyć Chiny ze Szwecją. Okazuje się, że wiele.

W środku zimy w małej szwedzkiej wsi dochodzi do morderstwa. Nie jest to jednak zwyczajna zbrodnia - giną prawie wszyscy jej mieszkańcy, policja znajduje zwłoki okrutnie zmasakrowanych dziewiętnastu osób oraz ogromną ilość zaszlachtowanych zwierząt domowych. Wioska jakby wymarła, tylko trójka osób uchodzi z życiem. Policjanci nie mają żadnego punktu zaczepienia oprócz czerwonej wstążki znalezionej nieopodal w lesie oraz jednej z ofiar - małego chłopca, który nie pasuje do pozostałych - wszyscy mieszkańcy byli bowiem już w podeszłym wieku. Ktoś przyznaje się do zbrodni i zostaje przez policję aresztowany. Zupełnie przypadkiem jednak Birgitta Roslin, sędzia zupełnie niezaangażowana w sprawę, odkrywa, że jest spokrewniona z dwiema ofiarami, jednocześnie nie wierzy w winę człowieka, który siedzi zatrzymany w więzieniu i rozpoczyna własne śledztwo, które w pewnym momencie i za sprawą pewnego pamiętnika zaprowadzi ją daleko od Szwecji, aż do pewnego Chińczyka i jeszcze bardziej odległego Pekinu.

Chiny odgrywają bardzo dużą rolę w powieści Mankella, jak i w życiu głównej bohaterki. A raczej odgrywały, szczególnie w jej młodości, gdy jeszcze jako studentka była pod wrażeniem Mao i jego poglądów. Drugim ważnym bohaterem tej książki są Chiny i ich historia, ta najnowsza, ale i dziewiętnastowieczna. Policja odgrywa więc w "Chińczyku" tylko pośrednią rolę, próbując rozwiązać zagadkę zbrodni na mieszkańcach małej, niezaznaczonej na mapie wioski. Bo tutaj nawet zbrodnia nie liczy się tak, jak w normalnym kryminale - u Mankella często jest to spotykane - tutaj ważniejsze są przyczyny i całe tło historyczne. Chinom autor poświęca zresztą całkiem dużo miejsca. "Chińczyk" tym samym staje się nie tylko kryminałem, ale również powieścią sensacyjną czy nawet obyczajową, zaprowadzi nas nie tylko do Pekinu, ale również przez Pacyfik do Ameryki... odkryje przed nami zupełnie różne, czasem wręcz egzotyczne kultury.

I jak to często z Mankellem bywa - wciąga niemalże od razu. Mimo że policji tak naprawdę jest tu mało, nie ma słynnego Wallandera, a w zamian autor daje nam niejaką Birgittę. Co lub kto by zresztą to nie był, to i tak nie da się w Mankellu nie zaczytać - ja nie potrafię się oderwać od jego powieści i podobnie było z tą. Chociaż Chiny, komunizm, jego historia i poglądy Mao niekoniecznie mnie interesują, to jednak przeczytałam "Chińczyka" bardzo szybko. I mimo że byłam przygotowana i miałam ochotę na zwyczajny kryminał, to zadowolona byłam z tego, co faktycznie dostałam - wielowątkową, wielogatunkową powieść z nietypowym bohaterem, bo jest nim cały kraj i jego ideologia, nie człowiek. To jest właśnie typowe u Mankella. Nawet w jego powieściach o Wallanderze poruszane są tematy polityczne czy społeczne, w "Chińczyku" jednak widać to tak wyraźnie, jak w żadnej książce czytanej przeze mnie do tej pory.

Do twórczości autora trzeba się przyzwyczaić, trzeba ją poczuć, bardzo jednak prawdopodobne, że polubi się ją od samego początku. Mankell tworzy niezwykłe powieści, ja nie zawiodłam się jeszcze na żadnej. Do takiej prozy bez wątpienia trzeba mieć talent i myślę, że nie będzie tu przesadą stwierdzenie, że Henning jest mistrzem w tym, co robi. I jednym moich ulubionych, obok Nessera, autorów szwedzkich kryminałów.

Recenzja również tutaj.

wtorek, 29 kwietnia 2014

"Nieszczelna sieć" Håkan Nesser

Håkan Nesser zdobył moje serce już dawno temu kryminałami z inspektorem Barbarottim w roli głównej. Nigdy nie ukrywałam, że jest to jeden z moich ulubionych autorów w ogóle, a skandynawskich w szczególności (może nawet i bije minimalnie Mankella w tym rankingu). Jednak komisarz Van Veeteren, kolejny popularny bohater Nessera w dalszym ciągu jest mi zagadką niż. W zasadzie dopiero zaczęłam go poznawać - najpierw za sprawą powieści pt. "Punkt Borkmanna", czytanej jakiś czas temu, teraz - "Nieszczelnej sieci", która to jest pierwszym tomem o śledztwach Van Veeterena.
Pewnego ranka nauczyciel historii i filozofii w miejscowym gimnazjum, Janek Mattias Mitter budzi się skacowany po wypiciu sporej ilości alkoholu. W łazience, w wannie znajduje swoją niedawno poślubioną żonę Evę, brutalnie zamordowaną. Nie wie, co się stało. Ostatnim jego wspomnieniem z minionego wieczoru jest wspólna kolacja i picie wina, jednak nic więcej. Chociaż nie pamięta, czy to on zamordował żonę, jest pewien, że tak naprawdę nic go z tym nie łączy, a prawdziwy sprawca po prostu wszedł nocą do domu i zabił Evę. Janek jest jednak głównym podejrzanym i zostaje postawiony przed sądem. Komisarz Van Veeteren jednak nie jest przekonany o jego winie, wręcz przeciwnie, wyczuwa w niej jakieś drugie dno. Wraz z kolejnymi ofiarami odkrywa prawdę, której nie spodziewał się nikt...
Jak już pisałam, Nessera uwielbiam i uwielbiać będę, a kolejna jego książka tylko mnie w tym utwierdza - ta nie jest wyjątkiem. Po raz któryś z kolei potrafił zainteresować mnie od pierwszych stron. Powieści, która nie jest zbyt gruba, nadał takie tempo, które sprawia, że jesteśmy ją w stanie przeczytać w dwa wieczory, chociaż nic tu nie dzieje się ani za szybko, ani za wolno. I przede wszystkim wszystko wydarzy się w swoim czasie. Ale... z czego Nessera kocham najbardziej i co czuć od razu, gdy weźmie się do ręki jego serię o Barbarottim, a o Veeterenie trochę mniej, to... klimat. Tajemnica wisząca w powietrzu, jakaś nieokreślona niewiadoma, ale unosząca się cały czas blisko nas, której jednak nie sposób uchwycić od razu, trzeba się sporo namęczyć. W "Nieszczelnej sieci" ten tajemniczy klimat znowu się pojawia, charakterystyczny jak dotąd tylko dla tego autora (bo jeszcze nigdy nie spotkałam się z tym przy żadnym innym). Może mniej go jest niż w Kymlinge, gdzie rezydował Barbarotti, ale jest, daje o sobie znać.
Van Veeteren też jest różny od Barbarottiego. Na pierwszy rzut oka w ogóle nie daje się lubić - facet w średnim wieku, wiecznie grzebiący w zębach wykałaczką, zamyślony, a przy tym gbur, apodyktyczny, niemiły, z którym współpracownicy raczej wchodzą w kontakty tylko wtedy, kiedy muszą. Jednak mimo wszystko łączy go z czytelnikiem jakaś nic sympatii, którą w zasadzie trudno jest wytłumaczyć. Ja go polubiłam, chociaż inne to jest "lubienie" niż w przypadku Barbarottiego. Tego ostatniego się lubi, bo inaczej nie można, przede wszystkim za poczucie humoru, za zalety; Van Veeterena natomiast pomimo wad. A może właśnie za te wady i niechęć do otoczenia?...
"Nieszczelna sieć" to jedna z pierwszych powieści Nessera. Ale to nic nie znaczy, bo gdy autor ma talent, to będzie go miał zarówno w pierwszej napisanej książce, jak i w ostatniej. Jest to również pierwsza powieść o tym komisarzu, druga, którą miałam okazję czytać. Na Håkanie naprawdę jednak trudno się zawieść. Mnie nie rozczarował jeszcze nigdy, wręcz przeciwnie, zawsze zaskakuje czymś nowym. Takich autorów jest mało, najważniejsze jednak, że są i że mamy przyjemność czytać ich powieści.

Recenzja również tutaj.

niedziela, 17 listopada 2013

Trylogia rzymska - Mika Waltari

Wydawnictwo Książnica, Okładki miękkie, II tom 408 s., III tom 392 s., Moja ocena obu tomów 5,5/6
I tom wspaniałej trylogii recenzowałam tutaj. Nie ukrywałam, że książka bardzo mi się spodobała.
II tom jest jeszcze lepszy od swojego poprzednika. Akcja rozgrywa się po 16 latach, które upłynęły od wydarzeń z I tomu. Przez ten czas, główny bohater Marek Mezencjusz Manilianus wiele podróżował. Był m.in. w Damaszku i Antiochii. Teraz wraz z dorastającym synem tytułowym Minutusem, powraca do Rzymu. Obaj mężczyźni przybywają do miasta, gdy na polecenie cesarza Klaudiusza trwają przygotowania do jubileuszu osiemsetlecia założenia Rzymu. Razem z nimi podróżujemy także do Brytanii, Koryntu, Azji Mniejszej. Za sprawą szczegółowych opisów mamy okazję poznać antyczny świat, w którym rozgrywa się akcja trylogii. Opisy należą do silnych, ale i słabych części książki, w ogóle całej trylogii. osoby, które tak jak ja lubią styl pisarski Waltariego i długie, momentami bardzo drobiazgowe opisy, będą nimi zachwycone. Osoby lubiące akcję, wręcz przeciwnie.
Wadą i zaletą jest także pierwszoosobowa narracja. Z tym, że narratorem jest w tym wypadku Minutus. Wszystkie wydarzenia widzimy jego oczyma. Jemu także towarzyszymy w życiu codziennym. Przyznam się, że tylko moja literacka  miłość do Waltariego sprawiła, że nie rzuciłam książką w kąt. Dawno żaden bohater literacki tak bardzo nie działał mi na nerwy. Ja rozumiem, że mając 16 lat można mieć hmmm pisząc delikatnie ...sieczkę w głowie zamiast rozumu, ale Minuts w niektórych momentach na prawdę przesadzał z zachowaniem. Nie zmienia to jednak faktu, że tom jest doskonały, zarówno jeżeli chodzi o styl pisarski, jak i dopracowanie wszystkich szczegółów.
Narratorem w III tomie oraz głównym bohaterem (podobnie, jak w tomie wcześniejszym) jest dorosły już Minutus. Męźczyzna snuje opowieść o swoim życiu oraz najciekawszych i najważniejszych wydarzenia z historii Rzymu, których był bezpośrednim świadkiem. Ponieważ okres ten obejmuje głównie panowanie cesarza Nerona, Minutus ma o czym opowiadać. Opowieść kieruje do swojego syna, tytułowego Juliusza.
Ogromny atut tej części trylogii to doskonale, drobiazgowo wręcz ukazane zarówno historia Rzymu jak i realia życia w mieście w okresie co by nie mówić dziwnych rządów Nerona. Cała opowieść kończy się słynnym pożarem miasta, śmiercią Nerona i płynnie przechodzi w okres rządów cesarza Wespazjana i Tytusa. Jaki był okres rządów Nerona, każdy chyba orientuje się (chociażby w zarysie). Panowanie cesarza-szaleńca nie pozostaje bez wpływu na rodzinę Minutusa, jak i charakter męźczyzny. Wspominałam, że w II tomie Minutus jako nastolatek to koszmar. W III tomie następuje diametralna zmiana. Minutus staje się mądrym, odpowiedzialnym człowiekiem, który przede wszystkim dba o byt i życie swoje i swojej rodziny. Żeby to osiągnąć kilkakrotnie stanie przed niezwykle trudnym wyborem. Jego dylematy, decyzje, które musi podjąć i zmiana jaka w nim zaszła od II tomu, to obok wspaniałych opisów największe wartości III tomu.
Gorąco zachęcam do lektury wszystkich trzech tomów. Waltariemu po raz kolejny udało się udowodnić, że jest (był) mistrzem pióra. Jednak zaznaczam, iż nie jest to lektura dla każdego. Odrobinę specyficzny język fińskiego pisarza, historyczny rys, który jest trzonem trylogii i nagromadzenie historycznych szczegółów, nie każdemu muszą przypaść do gustu. Jeżeli jednak lubicie literaturę na najwyższym poziomie oraz książki historyczne, jest to wymarzona pozycja dla was.
Inne książki Waltariego, które recenzowałam:

wtorek, 8 października 2013

"Krew, którą nasiąkła" Åsa Larsson

Åsa Larsson to kolejny - po znanych wszystkim miłośnikom kryminałów Mankellu, Nesserze, Läckberg - przedstawiciel szwedzkiego kryminału. Jej książki są ostatnio dość popularne, więc była to tylko kwestia czasu, jak znajdzie się i na mojej półce. Nie muszę chyba już nikomu przypominać, że kryminały uwielbiam, musiałam więc poznać i tę autorkę.
"Krew, którą nasiąkła" to druga powieść autorki, która zanim została pisarką, tak samo jak jej główna bohaterka Rebeka robiła karierę jako prawniczka zajmująca się podatkami. Akcję swojej książki umieściła w Kirunie, miejscowości na północy Szwecji, w której zresztą się wychowała. Na tym jednak kończą się podobieństwa z rzeczywistością, a zaczyna fikcja literacka.
Niedaleko Kiruny w okrutny sposób zostaje zamordowana tamtejsza kobieta-pastor. Ofiara zostaje odnaleziona we własnym kościele. Mildred przez niektórych była lubiana, przez innych krytykowana za swoje dość kontrowersyjne poglądy i walkę o prawa kobiet. Oprócz przyjaciół miała więc także wrogów, więc odnalezienie mordercy wcale nie jest takie proste. Przez jakiś czas śledztwo wręcz stoi w miejscu, by ruszyć w momencie, gdy do Kiruny przyjeżdża Rebeka Martinsson - prawniczka, niemogąca sobie poradzić z tym, że kilka miesięcy temu, w obronie własnej zabiła trzy osoby. Mająca przerwę w pracy, niekoniecznie interesująca się tym, co się dzieje na świecie Rebeka nie ma pojęcia o tym, że niedaleko miejsca, w którym się wychowywała, zostało popełnione morderstwo. Nie przypuszcza również, że sama wplącze się w tę sprawę, a wyplątać się wcale nie będzie tak łatwo...
 



poniedziałek, 29 lipca 2013

Czarny anioł - Mika Waltari

Wydawnictwo Książnica, Okładka miękka, 352 s., Moja ocena 6/6
Wspaniała, rewelacyjna powieść, na równi o wielkiej, niespodziewanej i od początku nie mającej szans miłości, jak i porywającym mieście, jakim był w połowie XV wieku Konstantynopol.
Mamy rok 1452, od kilku miesięcy trwa oblężenie miasta. Pewnego dnia do Konstantynopola przybywa rycerz Johannes Angelos. Jego celem była obrona chrześcijańskiego miasta i świata. Johannes skończył 40 lat, w XV wieku był to wiek, kiedy wielu (tych, którzy szczęśliwie dożyli) szykowało się na śmierć, wiadomo choroby, niebezpieczne życie etc. Nie inaczej jest z Johannesem. Przybył on do Konstantynopola, żeby pomóc wierze, ostatni raz spełnić swój obowiązek i najprawdopodobniej w tym mieście zakończyć życie. Los jednak lubi płatać figle i nigdy nie wiadomo, co jest komu pisane. Johannes poznaje bowiem piękną Annę Notaras, z pochodzenia Greczynkę wysokiego rodu. Ich miłość od początku skazana jest na niepowodzenie, żeby nie rzec zagładę. 
Co mnie urzekło w tej książce? Prawie wszystko, na równi postać Johannesa jak i Anny, ich miłość (taka prawdziwa, jak grom z jasnego nieba, od pierwszego wejrzenia), nieliczne wykradane ba wydzierane życiu spotkania, w trakcie których zapominają o wszystkim, o niebezpieczeństwie, o tym, że w zasadzie są bez szans, o oblężeniu miasta. 
Piękne słowa o miłości, wypowiedziane językiem epoki...
(...)Ujrzałem cię pierwszy raz i przemówiłem do ciebie. Było to tak, jakby przeszło przeze mnie trzęsienie ziemi (...) 

(...)Z ołowiu jest moje serce, z ołowiu jest krew w moich żyłach. Nienawidzę tego umierającego miasta, które wpatruje się ślepo w swoją przeszłość i nie chce uwierzyć, że zagłada zbliża się do jego wrót.(...)
Poza tym doskonałe, pełne szczegółów i faktów historycznych opisy Konstantynopola, miasta potężnego, przebogatego, które w XV wieku było mekką chrześcijańskiego świata, miasta, które jest o krok od zagłady, miasta, które lada moment upadnie. A upadek Konstantynopola oznaczał jednocześnie upadek pewnego stylu bycia, upadek części wpływów religii chrześcijańskiej, upadek świata i pewnej epoki. Co istotne, wszystkie fakty historyczne i większość postaci (poza Johannesem) są prawdziwe. Brawo dla autora za doskonałe przygotowanie merytoryczne. Końcowy opis masakrowanego, niszczonego, zgładzanego Konstantynopola i żyjących w nim ludzi, okrzyki Aleo he polis, czyli Miasto upadło, są niezwykle poruszające, każdego chwycą za serce. I na tym tle wielka, nie mająca szans miłość, taka jaka trafia raz w życiu i to nielicznym.
Do tego mistrzowskie dozowanie napięcia, budowanie atmosfery miłości, na równi z beznadziejnością i dążeniem do zagłady. Majstersztyk po prostu, powieść historyczna najwyższego lotu. Szkoda, że takich książek już się obecnie nie pisze. 
Zachęcam do lektury Czarnego anioła, po raz kolejny jestem po wielkim wrażeniem pisarskiego talentu fińskiego autora. Czarny anioł, to jedna z tych ksiażek, które czyta się z zapartym tchem, a w trakcie lektury trzyma się mocno kciuki za głównych bohaterów. To także książka, o której myśli się jeszcze długo po zakończeniu lektury.

niedziela, 19 maja 2013

"Morderca bez twarzy" Henning Mankell

O mojej sympatii do skandynawskich kryminałów i autorów pisałam już Wam nie raz i w tej kwestii nic się jak na razie nie zmieniło. Jednym z wartych uwagi pisarzy szwedzkich jest Henning Mankell, z którego twórczością też już nie raz miałam do czynienia. Nie miałam jednak przyjemności poznać jego serii kryminalnej, z której przecież Mankell najbardziej zasłynął – serii z komisarzem Kurtem Wallanderem. Aż do teraz.

„Morderca bez twarzy” jest pierwszą częścią tej serii. Jak się przedstawia sama fabuła tej książki? Jak to kryminał, mamy morderstwo. Ale morderstwo nie byle jakie – zmasakrowane ciało sąsiada znajduje emeryt, mieszkający niedaleko, znajduje również jego żonę, która, co prawda jeszcze żywa, jest na granicy śmierci. Sprawa trafia w ręce Kurta, a kobieta jest jedyną drogą do poznania prawdy i odnalezienia mordercy. Jednak żona ofiary trafia w ciężkim stanie do szpitala i lekarze niestety nie są w stanie jej uratować – tuż przed śmiercią wypowiada jednak kilkakrotnie jedno słowo: „zagraniczny”. Policja traci więc jedyną osobę, która znała mordercę, a to, co powiedziała na łożu śmierci nic im nie mówi – cała sprawa jednocześnie przyjmuje nowy wymiar, bo od teraz ofiary są dwie. Kurt podejrzewa, że „zagraniczny” może znaczyć tyle, że sprawcami byli cudzoziemcy, z którymi sam komisarz już i tak ma niemałe problemy – po nocach wydzwania bowiem do niego anonimowa osoba, która grozi, że zrobi porządek z imigrantami. Wkrótce też Wallander będzie miał na głowie i trzecią ofiarę.

Spodziewałam się po Mankellu kolejnego świetnego kryminału i nie zawiodłam się na nim ani przez chwilę. Książka jest naprawdę dobra, ciekawa i intrygująca. Mankell ma to do siebie, że w swoich powieściach porusza również społeczne problemy dzisiejszego świata i tutaj jest podobnie. Watek kryminalny i okrutne morderstwo zahacza również o temat imigrantów i uchodźców, starających się o azyl w Szwecji. Komisarz Wallander ma do rozwiązania więc nie tylko zagadkę masakrycznego morderstwa dwóch osób, ale będzie się musiał uporać również ze sprawami imigrantów, którzy jak się okazuje, mają wielu wrogów w tamtejszym społeczeństwie.

Ale to nie będzie koniec rozterek głównego bohatera. Jak wspomniałam wcześniej, jest to pierwsza część serii z Kurtem Wallanderem w roli głównej, a jego samego poznajemy w niezbyt ciekawym momencie jego życia, bo praktycznie tuż po rozstaniu z żoną i rozwodzie, a jakby tego było mało, nie ma najlepszego kontaktu z córką, a ojciec, cierpiący na sklerozę, przysparza mu nie lada problemów. Nie jest to więc idealny bohater i dzięki Mankellowi za to, bo tym samym czyni go to bohaterem realistycznym, który nie jest wszechmocny, a tym samym takim, który wzbudza w nas dzięki temu sympatię i niekiedy współczucie. Nie układa mu się bowiem najlepiej, w niektórych sprawach jest, można by powiedzieć, nawet nieudacznikiem, nie przeszkadza mu to bynajmniej w tym, aby być dobrym policjantem. Bo takim bez wątpienia jest, chociaż morderstwo, które Kurt ma co rozwiązania łatwą zagadką nie będzie. Ale to charakterystyczna cecha prawie wszystkich kryminałów, a już na pewno powieści Mankella.

Od dawna miałam ochotę na tę serię i jak widać, intuicja w tej kwestii mnie nie zawiodła. Teraz spokojnie mogę sięgnąć po dalsze części przygód komisarza Wallandera wiedząc, że jest to coś, co z pewnością przypadnie mi do gustu. Bez wątpienia ciągnie mnie do serii kryminalnych i pewnie to się w najbliższym czasie nie zmieni. I myślę, że nie trzeba tej książki (jak i całej serii) zbytnio chwalić, miłośnicy kryminału (szczególnie skandynawskiego) i tak pewnie od dawna ją znają chociażby ze słyszenia, albo mają ją w planach. Mankell jest naprawdę świetnym pisarzem i warto zwrócić na niego uwagę.

Recenzja opublikowana również na moim blogu. 

sobota, 11 maja 2013

Człowiek nietoperz - Jo Nesbø




wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie 
data wydania: 17 października 2012r. 
tytuł oryginalny: Flaggermusmannen
ilość stron: 344 
okładka: miękka 



Mam dziwną tendencję do czytania serii od końca. Pierwszy raz zapoznałam się z Nesbø przy pozycji "Pierwszy śnieg". Książkę zauważyłam na półce bibliotecznej i od razu postanowiłam się z nią zapoznać. Dlaczego? Interesujący tytuł. okładka, opis... No i bliżej nieznany mi autor. Już po tej pozycji wręcz zakochałam się w twórczości tego autora, a skoro tak mi się spodobał, trzeba zapoznać się z jego wszystkimi powieściami. Długo czekałam na znalezienie "Człowieka nietoperza", aż w końcu się doczekałam. Czy było warto? 

- Przemoc jest jak coca-cola i Biblia. Należy do klasyki. 

Norweski policjant Harry Hole przybywa do Sydney, aby wyjaśnić sprawę zabójstwa swej rodaczki, Inger Holter, być może ofiary seryjnego mordercy. Z miejscowym funkcjonariuszem, Aborygenem Andrew Kensingtonem, Harry poznaje dzielnicę domów publicznych i podejrzanych lokali, w których handluje się narkotykami, wędruje ulicami, po których snują się dewianci seksualni. Przytłoczony nadmiarem obrazów i informacji początkowo nie łączy ich w logiczną całość. Zrozumienie przychodzi zbyt późno, a Harry za wyeliminowanie psychopatycznego zabójcy zapłaci wysoką cenę...

wtorek, 7 maja 2013

Trylogia Anne B. Ragde

Wydawnictwo Smak Słowa, Okładki twarde, Moja ocena całej trylogii 5,5/6
Jeszcze jestem w Grecji, dzisiaj wracamy, ale postanowiłam zacząć pisać powoli recenzje z przeczytanych książek, żebyście o mnie nie zapomnieli i żebym sprostała czasowo napisaniu wszystkich opinii.


 
I tom, Ziemia kłamstw recenzowałam tutaj.
Nie ukrywałam mojego zachwytu dla tej książki. Byłam niezmiernie ciekawa, jak potoczą się losy rodziny Neshov w II i III tomie i czy wysoki poziom literacki zostanie utrzymany do końca.
Przed autorką stało trudne zadanie, po rewelacyjnym I tomie, w II utrzymać zachwyt czytelnika i sprawić, żeby miał ochotę sięgnąć po ostatni tom sagi. Anne B. Ragde to się udało. Chociaż nie ukrywam, II i III tom są może nie tyle słabsze, co odrobinkę mniej zjawiskowe, niż I część.
Raki pustelniki to II tom trylogii. Po pogrzebie matki i babki, cała rodzina musi nie tyle odnowić, co zapoczątkować wzajemne kontakty, poznać się. Jest to o tyle trudne, że każdy z jej członków jest inny. Każdy z nich ma też własne życie i plany. Dowiemy się, czy więzy krwi są silniejsze od wygodnego życia, jakie dotychczas prowadzili. Czy Torunn będzie potrafiła żyć na prymitywnej farmie razem z ojcem, któremu chociaż w głębi duszy zależy na niej, to jednak nie potrafi tego okazać? A może uczucie do poznanego mężczyzny okaże się silniejsze?
Erlund i Krumme, których tak polubiłam w I części, staną przed nie lada testem ich związku, jakim będzie chęć posiadania pełnej rodziny. Czy uda im się wyjść z tej próby zwycięsko i zrealizować marzenia? O co dokładnie chodzi, nie zdradzę.
Odrobiną blasku i życiowego wigoru w tym tomie Ragde obdarzyła także ponurego przedsiębiorcę pogrzebowego Margido.Czy Margido ulegnie czyhającej na niego wdowie? Czy ten dojrzały mężczyzna potrafi kochać?
Raki pustelniki  to doskonała kontynuacja Ziemi kłamstw. Obok wielu radości i miłych zaskoczeń, bohaterowie przeżyją także wielkie rozczarowania. Los nie oszczędzi im także kolejnych cierpień.
Na pastwiska zielone to III i ostatni tom sagi. W tej części na plan pierwszy wysuwa się Torunn, która przejmuje rodzinną schedę, podejmuje się prowadzić zapuszczone, nierentowne gospodarstwo. Jednak życie to nie bajka i z dnia na dzień nędzne, brudne domostwo nie stanie się luksusową willą, a nierentowna farma dochodowym przedsiębiorstwem. Ciągła walka z rachunkami, brakiem funduszy, samotnością i bezsilnością będą dla dziewczyny ciężkim doświadczeniem. Jak zachowa się w obliczu kłopotów? Czy życie w pobliżu malowniczego fiordu ma szansę stać się spełnieniem marzeń? 
O całej trylogii mogę napisać tylko jedno - wspaniała literatura, godna polecenia. Anne B. Ragde udało się stworzyć doskonałe powieści na najwyższym poziomie. Rozpoczynając lekturę należy tylko o jednym pamiętać, to nie są opowieści rodem z pogodnego, amerykańskiego świata familijnego. Saga rodu Neshov jest typowym przykładem ponurej, pełnej niedomówień i upiorów przeszłości literatury skandynawskiej. Lubię, wręcz uwielbiam tego typu powieści, więc dla mnie lektura była niesamowitą, fascynującą przygodą. Zakończenie (niestety nie takie jakiego bym sobie życzyła) daje możliwość i nadzieję, na kontynuację sagi.
Brawa dla autorki za doskonale nakreślone postacie. Każdy z członków rodziny jest inny, każdy ma swoje życie, problemy, marzenia, koszmary przeszłości i terażniejszości. Dodatkowo muszą zmierzyć się z tym, co tu i teraz. Ragde ukazuje ludzi takich jakimi są z ich kompleksami i lękami, nie waha się poruszać  najbardziej kontrowersyjne tematy. 
Plusem są także niezwykle szczegółowe opisy, zarówno bohaterów, ich stanów emocjonalnych, zachowań, jak i otoczenia. 
Całą trylogię polecam z czystym sumienie, to jedna z najlepszych współczesnych sag w literaturze skandynawskiej, ale i nie tylko.
II i III tom serii zabrałam na urlop i dobrze zrobiłam, w spokoju położyłam się na upalnej greckiej plaży i czytałam o ponurych, chłodnych norweskich fiordach i zawiłych stosunkach międzyludzkich. Dzięki urlopowi, mogłam w spokoju rozkoszować się lekturą. Inaczej spotkania z prozą Anne B. Ragde nie można określić.