Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mika Waltari. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mika Waltari. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 listopada 2013

Trylogia rzymska - Mika Waltari

Wydawnictwo Książnica, Okładki miękkie, II tom 408 s., III tom 392 s., Moja ocena obu tomów 5,5/6
I tom wspaniałej trylogii recenzowałam tutaj. Nie ukrywałam, że książka bardzo mi się spodobała.
II tom jest jeszcze lepszy od swojego poprzednika. Akcja rozgrywa się po 16 latach, które upłynęły od wydarzeń z I tomu. Przez ten czas, główny bohater Marek Mezencjusz Manilianus wiele podróżował. Był m.in. w Damaszku i Antiochii. Teraz wraz z dorastającym synem tytułowym Minutusem, powraca do Rzymu. Obaj mężczyźni przybywają do miasta, gdy na polecenie cesarza Klaudiusza trwają przygotowania do jubileuszu osiemsetlecia założenia Rzymu. Razem z nimi podróżujemy także do Brytanii, Koryntu, Azji Mniejszej. Za sprawą szczegółowych opisów mamy okazję poznać antyczny świat, w którym rozgrywa się akcja trylogii. Opisy należą do silnych, ale i słabych części książki, w ogóle całej trylogii. osoby, które tak jak ja lubią styl pisarski Waltariego i długie, momentami bardzo drobiazgowe opisy, będą nimi zachwycone. Osoby lubiące akcję, wręcz przeciwnie.
Wadą i zaletą jest także pierwszoosobowa narracja. Z tym, że narratorem jest w tym wypadku Minutus. Wszystkie wydarzenia widzimy jego oczyma. Jemu także towarzyszymy w życiu codziennym. Przyznam się, że tylko moja literacka  miłość do Waltariego sprawiła, że nie rzuciłam książką w kąt. Dawno żaden bohater literacki tak bardzo nie działał mi na nerwy. Ja rozumiem, że mając 16 lat można mieć hmmm pisząc delikatnie ...sieczkę w głowie zamiast rozumu, ale Minuts w niektórych momentach na prawdę przesadzał z zachowaniem. Nie zmienia to jednak faktu, że tom jest doskonały, zarówno jeżeli chodzi o styl pisarski, jak i dopracowanie wszystkich szczegółów.
Narratorem w III tomie oraz głównym bohaterem (podobnie, jak w tomie wcześniejszym) jest dorosły już Minutus. Męźczyzna snuje opowieść o swoim życiu oraz najciekawszych i najważniejszych wydarzenia z historii Rzymu, których był bezpośrednim świadkiem. Ponieważ okres ten obejmuje głównie panowanie cesarza Nerona, Minutus ma o czym opowiadać. Opowieść kieruje do swojego syna, tytułowego Juliusza.
Ogromny atut tej części trylogii to doskonale, drobiazgowo wręcz ukazane zarówno historia Rzymu jak i realia życia w mieście w okresie co by nie mówić dziwnych rządów Nerona. Cała opowieść kończy się słynnym pożarem miasta, śmiercią Nerona i płynnie przechodzi w okres rządów cesarza Wespazjana i Tytusa. Jaki był okres rządów Nerona, każdy chyba orientuje się (chociażby w zarysie). Panowanie cesarza-szaleńca nie pozostaje bez wpływu na rodzinę Minutusa, jak i charakter męźczyzny. Wspominałam, że w II tomie Minutus jako nastolatek to koszmar. W III tomie następuje diametralna zmiana. Minutus staje się mądrym, odpowiedzialnym człowiekiem, który przede wszystkim dba o byt i życie swoje i swojej rodziny. Żeby to osiągnąć kilkakrotnie stanie przed niezwykle trudnym wyborem. Jego dylematy, decyzje, które musi podjąć i zmiana jaka w nim zaszła od II tomu, to obok wspaniałych opisów największe wartości III tomu.
Gorąco zachęcam do lektury wszystkich trzech tomów. Waltariemu po raz kolejny udało się udowodnić, że jest (był) mistrzem pióra. Jednak zaznaczam, iż nie jest to lektura dla każdego. Odrobinę specyficzny język fińskiego pisarza, historyczny rys, który jest trzonem trylogii i nagromadzenie historycznych szczegółów, nie każdemu muszą przypaść do gustu. Jeżeli jednak lubicie literaturę na najwyższym poziomie oraz książki historyczne, jest to wymarzona pozycja dla was.
Inne książki Waltariego, które recenzowałam:

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Błąd komisarza Palmu - Mika Waltari


Komisarz Frans Palmu to jeden z najbardziej irytujących detektywów, jakich znam. Przekonałam się już o tym czytając „Kto zabił panią Scrof?”. Przy tym jest niezwykle zabawny, ze swoim kreowaniem się na wielkiego erudytę, zamiłowaniem do dobrych cygar, wykwintnych posiłków i przejażdżek taksówkami, za które nie znosi płacić. To śledczy w starym, dobrym stylu Sherlocka Holmes’a, który kolekcjonuje wszystkie ślady, dedukuje i jest zawsze kilka kroków przed całą resztą – swoimi współpracownikami oraz nami, czytelnikami.

„Błąd komisarza Palmu” zabiera nas do Helsinek, które tym razem są jakby na uboczu, nieco zamglone, a przez to kierujące naszą uwagę wyłącznie ku kryminalnej zagadce. Taivo Virta i tym razem jest narratorem powieści, dalej jest niedomyślny i gapowaty. Oprócz kariery policjanta osiągnął sukces jako autor powieści na temat morderstwa pani Scrof. To oczywiście nie znajduje uznania w oczach jego przełożonego, ale jestem przekonana, że Palmu skrycie zazdrości mu i wyższego wyksztalcenia i elokwencji i samej książki. Swoja sympatię dla młodego stażysty starannie ukrywa, dalej odnosi się do niego arogancko i wyśmiewa jego hipotezy śledcze.

Nic nie zapowiada, że senny poniedziałek zostanie zakłócony wiadomością o domniemanym wypadku helsińskiego playboya i milionera. W willi denata Brunona Rygsecka, udziałowca koncernu Rykamo, jest podejrzanie tłoczno, już z samego ranka zebrała się tam nie wiadomo po co finansowa elita Helsinek.  Waltari buduje akcję i kreśli bohaterów tak, że wszyscy są podejrzani, fotograficznie wręcz kreśli ich portrety oraz dba o detale. Każda osoba zresztą coś ukrywa i kłamie. Jakże uwierzyć, że Brunon pośliznął się na mydle, wpadł do basenu i utopił się we własnej łazience przy zgaszonym świetle? Aby rozwiązać tą zagadkę, w której dochodzenie opiera się tylko na poszlakach, Palmu musi poskromić swoją naturę i zagrać rolę kompletnego nieudacznika i bardzo przeciętnego detektywa tylko po to, aby na końcu złapać wszystkich w garść i wprowadzić w olbrzymie zdumienie.

Drugi tom cyklu o komisarzu Palmu podkreśla klasę Waltariego nie tylko jako twórcy powieści historycznych, ale także jako autora powieści kryminalnych. „Błąd komisarza Palmu” to klasyka gatunku, bez trupów ścielących się co drugą stronę, morza krwi i kaskaderskich pościgów, za to trzymająca w napięciu od pierwszej do ostatniej strony i zaskakująca zaskoczeniem. Sama oczywiście próbowałam rozwikłać zagadkę, ale bliżej było mi do stażysty Virty niż do Palmu, to zaś dla mnie także oznacza, że przeczytałam świetny kryminał.

Notka pochodzi z Myśli Czytelnika

niedziela, 25 sierpnia 2013

Egipcjanin Sinuhe - Mika Waltari


„Egipcjanin Sinuhe” Waltariego to, mam wrażenie, jedna z tych książek, którą czytali wszyscy oprócz mnie. Podskórnie czułam, że to książka, którą będę smakować powoli i ogromnie się cieszyć każdym napisanym słowem. Nie myliłam się. To ponad 600 stron pięknej, napisanej kwiecistym językiem, lektury, osadzonej w starożytnym Egipcie za czasów panowania Amenhotepa IV Echnatona.
Kilka książek historycznych z tego okresu już czytałam, więc wiele rzeczy było mi znanych, co jednak wcale nie powodowało, że książkę czytałam z mniejszym zainteresowaniem, wręcz przeciwnie. Realia powieści są dobrze oddane, jeśli chodzi o stan wiedzy z pierwszej polowy XX wieku, niektóre wątki oparte są na ówczesnych przypuszczeniach, ale i teraz, mimo badan DNA, wciąż nie wiemy wszystkiego o XVIII dynastii. Wciąż na przykład naukowcy spierają się, gdzie faktycznie był pochowany faraon Echnaton, a to tylko jedna z wielu wątpliwości.

Książka to rodzaj pamiętnika – spowiedzi lekarza Sinuhe, byłego królewskiego trepanatora, który w jesieni swego życia został wygnany z ziemi egipskiej na wybrzeże Morza Czerwonego. Chociaż wielokrotnie podkreśla, że spisuje on swoje dzieje dla siebie, to dbałość z jaką to robi oraz przechowuje piętnaście ksiąg traktujących o jego życiu sugeruje, iż ma on nadzieję, że ktoś kiedyś je przeczyta i wyciągnie wnioski.
Opowiada on nam koleje swego życia zaczynając od dzieciństwa, kiedy jako noworodek został znaleziony, niczym Mojżesz, w łódce uplecionej z sitowia, zaplatanej w szuwarach Nilu. Sinuhe nie został jednak odnaleziony przez egipską królową, a przez Kipe, żonę lekarza biedoty - Senmuta. Bezdzietna para usynowia go, a Kipa nadała mu baśniowe imię, które niejako zdeterminowało jego losy. Sinuhe dostaje od swoich przybranych rodziców wszystko co najlepsze, przede wszystkim miłość, mądre rady, ale także możliwość poznania pisma, a to w tamtych czasach otwierało wiele drzwi. Sinuhe początkowo uczy się sztuki lekarskiej od Senmuta, później od kaplanow Amona, ale wciąż jest głodny wiedzy i poznania odpowiedzi na najstarsze pytanie świata: „dlaczego?”. Dzięki łutowi szczęścia poznaje odpowiednich ludzi lub po prostu znajduje się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze, a to zmienia jego życie na zawsze. Zostaje cenionym lekarzem, także na dworze faraona i zaufanym człowiekiem Horemheba. Syria, Babilon, Mitanni, Amurru, Hatti, Kreta – te wszystkie miejsca poznał Sinuhe, w nich uczył się sztuki lekarskiej, zdobywał cenne informacje dla swoich ważnych, egipskich przyjaciół, ale także uczył się życia. O ile podróże pozwoliły mu nabrać biegłości w zawodzie lekarza, to niestety w życiu nie radził sobie kompletnie, w czym nie pomagała mu głowa nabita ideałami i ideami oraz skłonność do filozofowania. Nie na darmo Echnaton nadał mu imię Ten, Który jest Samotny. Spotkane na życiowej ścieżce kobiety przynosiły mu bol i cierpienie, począwszy od okrutnej i pięknej kurtyzany Nefernefernefer, poprzez Mineę – wielką, platoniczną miłość Sinuhe, kapłankę kreteńskiego boga-byka, a skończywszy na Merit – barmance z „Ogona Krokodyla”.

Dobry, na ogół szlachetny Sinuhe wydaje się czasami postacią nieco mdłą, szczególnie jeśli zestawimy go z barwnym, niezwykle charakternym Kaptahem – jego niewolnikiem i przyjacielem. Tak, Kaptah był zdecydowanie tym wszystkim, czym Sinuhe nigdy nie był. Ta niezwykła przyjaźń i trwanie przy sobie jest niezwykle barwnym wątkiem powieści, a polemiki, które toczą ze sobą pan i jego niewolnik niejednokrotnie wyciskają łzy śmiechu. Jeśli już jestem przy rozmowach, to nadmienię, że postacie w „Egipcjaninie Sinuhe” nie rozmawiają ze sobą, one do siebie przemawiają, pouczają się wzajemnie, często ubarwiając swe wypowiedzi złotymi myślami. Styl bardzo specyficzny, ale idealnie oddający charakter tamtych czasów, a genialne "twoja mowa jest dla mnie jak brzęczenie much", pojawiajace się zresztą wielokrotnie, nie można wręcz zapomnieć.

Postać Sinuhe jest bardzo ciekawa, ale dla mnie jeszcze bardziej interesująca była cała otoczka historyczna i obyczajowa. Konflikty polityczne, życie dworskie nie tylko na dworze faraona, ale także na dworze króla Babilonu, życie zwykłych ludzi, praktyka lekarska w ówczesnych czasach... Długo mogłabym jeszcze tak wymieniać.

Cokolwiek napisałabym o tej książce, to wiem, że nie jestem w stanie oddać tego, jak bardzo mnie “Egipcjanin Sinuhe”  porwał i jak wielkie na mnie wywarł wrażenie. Niezwykle smutna to i piękna powieść. Najbardziej zadziwia mnie jej ponadczasowość, bo „Nawet gdyby przyszły czasy, kiedy nie będzie już bogatych ani biednych, to zawsze jeszcze będą mądrzy i głupi, chytrzy i naiwni. Tak zawsze było i tak też pozostanie na zawsze. Silny stawia stopę na karku słabego, a chytry wyłudza od naiwnego sakiewkę i każe głupiemu pracować dla siebie”.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Czarny anioł - Mika Waltari

Wydawnictwo Książnica, Okładka miękka, 352 s., Moja ocena 6/6
Wspaniała, rewelacyjna powieść, na równi o wielkiej, niespodziewanej i od początku nie mającej szans miłości, jak i porywającym mieście, jakim był w połowie XV wieku Konstantynopol.
Mamy rok 1452, od kilku miesięcy trwa oblężenie miasta. Pewnego dnia do Konstantynopola przybywa rycerz Johannes Angelos. Jego celem była obrona chrześcijańskiego miasta i świata. Johannes skończył 40 lat, w XV wieku był to wiek, kiedy wielu (tych, którzy szczęśliwie dożyli) szykowało się na śmierć, wiadomo choroby, niebezpieczne życie etc. Nie inaczej jest z Johannesem. Przybył on do Konstantynopola, żeby pomóc wierze, ostatni raz spełnić swój obowiązek i najprawdopodobniej w tym mieście zakończyć życie. Los jednak lubi płatać figle i nigdy nie wiadomo, co jest komu pisane. Johannes poznaje bowiem piękną Annę Notaras, z pochodzenia Greczynkę wysokiego rodu. Ich miłość od początku skazana jest na niepowodzenie, żeby nie rzec zagładę. 
Co mnie urzekło w tej książce? Prawie wszystko, na równi postać Johannesa jak i Anny, ich miłość (taka prawdziwa, jak grom z jasnego nieba, od pierwszego wejrzenia), nieliczne wykradane ba wydzierane życiu spotkania, w trakcie których zapominają o wszystkim, o niebezpieczeństwie, o tym, że w zasadzie są bez szans, o oblężeniu miasta. 
Piękne słowa o miłości, wypowiedziane językiem epoki...
(...)Ujrzałem cię pierwszy raz i przemówiłem do ciebie. Było to tak, jakby przeszło przeze mnie trzęsienie ziemi (...) 

(...)Z ołowiu jest moje serce, z ołowiu jest krew w moich żyłach. Nienawidzę tego umierającego miasta, które wpatruje się ślepo w swoją przeszłość i nie chce uwierzyć, że zagłada zbliża się do jego wrót.(...)
Poza tym doskonałe, pełne szczegółów i faktów historycznych opisy Konstantynopola, miasta potężnego, przebogatego, które w XV wieku było mekką chrześcijańskiego świata, miasta, które jest o krok od zagłady, miasta, które lada moment upadnie. A upadek Konstantynopola oznaczał jednocześnie upadek pewnego stylu bycia, upadek części wpływów religii chrześcijańskiej, upadek świata i pewnej epoki. Co istotne, wszystkie fakty historyczne i większość postaci (poza Johannesem) są prawdziwe. Brawo dla autora za doskonałe przygotowanie merytoryczne. Końcowy opis masakrowanego, niszczonego, zgładzanego Konstantynopola i żyjących w nim ludzi, okrzyki Aleo he polis, czyli Miasto upadło, są niezwykle poruszające, każdego chwycą za serce. I na tym tle wielka, nie mająca szans miłość, taka jaka trafia raz w życiu i to nielicznym.
Do tego mistrzowskie dozowanie napięcia, budowanie atmosfery miłości, na równi z beznadziejnością i dążeniem do zagłady. Majstersztyk po prostu, powieść historyczna najwyższego lotu. Szkoda, że takich książek już się obecnie nie pisze. 
Zachęcam do lektury Czarnego anioła, po raz kolejny jestem po wielkim wrażeniem pisarskiego talentu fińskiego autora. Czarny anioł, to jedna z tych ksiażek, które czyta się z zapartym tchem, a w trakcie lektury trzyma się mocno kciuki za głównych bohaterów. To także książka, o której myśli się jeszcze długo po zakończeniu lektury.

wtorek, 8 stycznia 2013

"Egipcjanin Sinuhe"

Egipcjanin Sinuhe to klasyka światowa. Książka zaliczana do najlepszych na świecie. I nie ma w tym nic dziwnego. Powieść Miki Waltariego zasługuje na swoje miano bez dwóch zdań.

Książka jest napisana w formie opowieści samego Sinuhe. Bohater opisuje swoje życie, począwszy od dzieciństwa poprzez naukę zawodu i późniejsze koleje losu, które były dla niego, na przemian łaskawe lub nie. Sinuhe doświadczył wielu emocji, od miłości do nienawiści. Przez swoje decyzje zarówno wiele stracił, jak i wiele zyskał. Jego czyny zaważyły na całym jego życiu, a konsekwencje dokonanych wyborów ciągnęły się za nim wiele lat.

Akcja książka toczy się w starożytnym Egipcie, a Sinuhe jest świadkiem zmian religijnych, politycznych i obyczajowych. Zmieniają się faraonowie, a wraz z nimi bogowie, rozpoczynają i kończą kolejne wojny z Syrią i Hetytami. Sinuhe stara się żyć wśród tych wszystkich wydarzeń, w których chcąc nie chcąc uczestniczy.

Autor uświadamia czytelnikom, że przez kilka tysięcy lat nic się w ludziach nie zmieniło. Są mądrzy i głupi, bogaci i biedni, uczciwi i oszuści. Politycy żądni władzy i bogactw, społecznicy mający za główny cel dobro innych.

Książkę dobrze mi się czytało. Bardzo obrazowo przedstawione zostało życie ówczesnych ludzi i ich problemy. Podróże Sinuhe zostały tak barwnie opisane, że miałam wrażenie jakbym była razem z nim na statku czy pustyni. Ponadto ciekawi bohaterowie. Tak różnorodni, każdy z własnymi poglądami na świat i sposobem na życie, każdy mający do zrealizowania cel, który wyznaczył im los.

W skrócie, Egipcjanin Sinuhe to świetnie napisana książka obyczajowa, którą każdy powinien przeczytać.


O książce:
Autor: Mika Waltari
Tytuł: Egipcjanin Sinuhe
Tytuł oryginalny: Sinuhe Egyptiläinen
Przekład: Zygmunt Łanowski
Projekt okładki: Piotr Jaworowski
Spółdzielnia Wydawnicza "Czytelnik", Warszawa 1987.