wtorek, 19 grudnia 2017

Helen Russell - Życie po duńsku"

Tytuł: Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie
Seria: Mundus Fenomeny
Autor: Helen Russell
Stron: 304
Gatunek: na faktach, reportaż, dokument,
Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
ISBN: 978-83-233-4232-8


A teraz coś całkiem innego czyli nie kryminalny świat skandynawski.


Sięgając po tę pozycję byłam zaintrygowana taką prawdziwą relacją z jednego z krajów skandynawskich, które pokochałam po namiętnym czytaniu kryminałów z tamtejszych stron. A, że ostatnio bardzo modne stało się "szczęśliwe duńskie życie" czyli ich tak zwane hygge bądź lykke


Dążenie do bycia wręcz perfekcyjnie szczęśliwym to w Danii codzienność. Cieszą się ze wszystkiego czego mogą. Z pogody, kontaktów z rodziną, wolnego popołudnia, pracy, która daje im satysfakcję czy po prostu z bycia Duńczykiem. Helen Russel, która wraz z mężem wyjeżdża tam na rok dowiaduje się dlaczego tak jest i co powoduje, że pospolity Duńczyk uśmiecha się ot tak i swój poziom zadowolenia ocenia między 8 a 10 na 10. 


Jest wiele rzeczy na które Helen pewnie nigdy nie zwróciła by uwagi, ale Duńczycy z Jutlandii, gdzie zamieszkała z nazywanym przez siebie Ludzikiem Lego (tak nazwała męża po tym jak właśnie tak otrzymał pracę) pokazali jej co dla nich jest na prawdę ważne i co dla niej również powinno, bo da jej ... szczęście!


Mając rok czasu, pracując jako wolny strzelec Helen skupiła się na dogłębnym zbadaniu skąd bierze się ta szczęśliwości narodu duńskiego oraz czym tak na prawdę jest hygge i czy jest ono dostępne tylko dla Duńczyków czy ona jako przyjezdna też jest w stanie go doświadczyć.


Czego, więc pani Russel dowie się przez ten okres? Że dla narodu z którym zamieszkała bardzo ważny jest wystrój domu - najlepiej jak meble i lampy są designerskie oraz od znanych projektantów. Że recykling jest u nich na bardzo wysokim poziomie i trzeba ostro przestrzegać segregacji odpadów. Duńczycy mimo iż nie są religijni to są bardzo duchowi. Jak obchodzić się z duńską flagą i dlaczego tylko ona jest akceptowana u "normalnego" mieszkańca tego kraju. Że w Danii stawia się na zrównoważone życie zawodowe, a ich tydzień pracy to zaledwie około 34 godzin pracy - my Polacy możemy o tym pomarzyć prawda? I wiele, wiele innych ciekawostek.


Gdy zaczynałam czytać pomyślałam, że mogła bym się tam przeprowadzić. Ale im bardziej zagłębiałam się w książkę i im więcej się dowiadywałam tym mniej byłam o tym przekonana. Powiedzmy sobie szczerze - szczęśliwość w dużym stopniu zależy od nas samych. Potrafimy być smutni i załamani w zasadzie wszędzie, więc i weseli i radośni też. A nie ma miejsca idealnego. Nawet w najszczęśliwszym kraju na świecie, bo za takie uznawana jest Dania są rzeczy, których ja w życiu bym nie zaakceptowała. Może nie jestem zadowolona na 10 na 10, ale jestem szczęśliwa z tego co mam i tego gdzie to uzyskałam. To Polska zostanie moim najszczęśliwszym krajem, a Danię czy inne państwa mogę co najwyżej odwiedzić - na krócej lub dłużej. Nie zmienia to faktu, że takie książki czyta się z zapartym tchem i poznawanie kultury innych krajów jest naprawdę fascynujące. Polecam, bo może Ty zdecydujesz się tam wyjechać i uzyskać to prawdziwe duńskie hygge.



<Ocena: 9/10>

www.swiatmiedzystronami.blogspot.com

Mons Kallentoft - "Duchy Wiatru"

Tytuł: Duchy wiatru
Cykl: Komisarz Malin Fors (tom 7)
Autor: Mons Kallentoft
Stron: 304
Gatunek: Thriller, kryminał, kryminał skandynawski
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
ISBN: 978-83-781-8587-1

Przyszedł, więc czas na kolejny tom o przygodach stworzonej przez Kallentofta komisarz Malin Fors. To nie była jedna z tych książek, w których zakochałam się od pierwszej strony. Raczej się od niej męczyłam. Styl autora nie sprzyjał szybkiemu czytaniu, czasami mnie zniechęcał, a jednak miał w sobie coś co powodowało, że brnęłam dalej, a po pierwszej powieści już czekałam na kolejną. I tak oto mam za sobą 8 tomów (wiem, że tu pisze 7, ale nawet mi zdarza się przeczytać coś nie po kolei). 

Malin Fors jest komisarzem policji. Zmaga się z demonami. W jej przypadku jest to uzależnienie od alkoholu. Ma okresy gdy udaje jej się żyć bez niego, ale bywają momenty, gdy głos zachęcający jest zbyt głośny i w tedy się łamie. Najgorsze, że obawia się iż córka popełni jej błędy - również lubi wypić. Jednak Tove wciąż szuka swojego miejsca na ziemi. Nie wie tak na prawdę co chce robić ani gdzie. Na razie pracuje w domu spokojnej starości w Linkopingu. Choć z początku nie była przekonana to musiała przyznać sama przed sobą, że podoba jej się tam i łatwo nawiązała kontakty ze staruszkami w lepszym stanie psychicznym. Oni sami też chętnie z tego korzystają, bo wielu z nich nie ma rodziny, która mogła by ich odwiedzić, a części rodzina znać nie chce. Najbliższy kontakt nastolatka nawiązuje z Konradem Karlssonem. Jest w ogromnym szoku, gdy pewnego dnia zaglądając do niego do pokoju widzi go nieżywego. I nie zmarł on śmiercią naturalną. Pierwszy wniosek to samobójstwo - staruszek powiesił się na kablu od dzwonka do wzywania pielęgniarek. Jednak nikt w to nie może uwierzyć, bo nie wykazywał on żadnych oznak depresji czy chęci odebrania sobie życia. Był pogodnym i radosnym człowiekiem mimo częściowego paraliżu po udarze. Jak się okazuje podejrzenia, że Konrad nie byłby skłonny do samobójstwa szybko się potwierdzają. Sekcja zwłok potwierdza, że mężczyzna został zamordowany. Sprawa trafia w ręce policji, a dokładniej do matki Tove czyli Malin Fors. Wszczęte śledztwo jest pełne niejasności oraz znaków zapytania. Wielu podejrzanych, ale praktycznie zero dowodów. W trakcie śledztwa na jaw wychodzi fakt jak złe warunki maja pracownicy w domu spokojnej starości. Personel jest przemęczony i choć robi wszystko by pensjonariusze byli zadowoleni i mieli wszystko to jest ich po prostu za mało. A płaca za tak ciężką pracę też nie zachęca do większego poświęcenia...

Kolejny tom cyklu, który jest na prawdę ciekawy i wciągający choć odnoszę tym razem wrażenie, że lekko niedopracowany. Jak by autor nie wyciągnął z wybranego tematu wszystkiego co można by uzyskać. Kallentoft w dalszym ciągu stawia na przeplataną narracje - pierwszoosobową oraz trzecioosobową. Jest też narracja zmarłego i oczywiście psychologiczne rozmyślenia wyjęte bezpośrednio z głów bohaterów. Do tego poetycki język, który niektórych starszy innych uwodzi. Polecam ogromnie autora i jego książki także drugą serię pisaną na spółkę z Markusem Luttermanem. A dziś powiem, że Monsa Kallentofta można traktować jak zieloną herbatę. Ją można po pierwszym łyku pokochać lub znienawidzić. Tak samo jest z autorem. Po pierwszych stronach albo zostanie Twoim ulubieńcem albo wrogiem. Przekonaj się sam.


<Ocena: 8/10>

www.swiatmiedzystronami.blogspot.com

Johanna Mo - "Tak sobie wyobrażałam śmierć"

Tytuł: Tak sobie wyobrażałam śmierć
Seria: Editio Black
Autor: Johanna Mo
Stron: 320
Gatunek: kryminał, kryminał skandynawski, dramat, thriller, thriller psychologiczny
Wydawnictwo: Editio
ISBN: 978-83-283-2609-5

Jako miłośniczka wszystkiego co skandynawskie - szczególnie thrillery czy kryminały - nie mogłam sobie darować przeczytania tej pozycji "Tak sobie wyobrażałam śmierć" to pierwsza wydana w Polsce książka Johanny Mo co jeszcze bardziej zachęciło mnie do czytania. Przyznam, że powieść jest specyficzna. Nie znajdziemy tu akcji i dynamiki. Autorka skupiła się na emocjach i to bardzo głębokich.


Helena Mobacke właśnie wraca do pracy po długiej, bo aż rocznej przerwie w pracy. Jest policjantką z wieloma sukcesami na koncie, ale zawieszenie kariery zawodowej miało u niej swój powód. Rok wcześniej straciła swojego jedynego, ukochanego synka Antona. Jak by tego było mało również ukochany mężczyzna odszedł i została samiutka. Ze swoja rozpaczą oraz złością na siebie i cały świat. Powrót na komendę uważa zarówno za dobry jak i zły pomysł. Nie wie czy sobie poradzi - tak z obowiązkami jak i z tym by nie stracić swojej reputacji i opinii niezawodnej. Już pierwszego dnia dostaje sprawę. Pod metro wpada młody chłopak jednak świadkowie tego zdarzenia twierdzą, że to nie był wypadek i ktoś wepchnął go tam specjalnie. Helena wraz z grupą zaczyna prowadzić śledztwo jednak skupienie się na pracy wymaga od niej nie lada wysiłku, a i to często myślami jest całkiem gdzie indziej. Nie potrafi obiektywnie prowadzić sprawy i stara się powstrzymać szalejące emocje. To co najbardziej jej przeszkadza to współczucie da rodziców, którzy tracą swoje dziecko. Ona sama nadal przeżywa żałobę po synku, a w tym samym czasie pod kołami metra ginie kolejna osoba, a najgorsze, że w ekipie Heleny Mobacke zaczynają się zgrzyty między ekipą i nie tylko...


To co nasuwa się po przeczytaniu tej pozycji to niesamowicie przedstawienie głębokich emocji. Przejmujący wątek utraty dziecka przez rodziców, a w szczególności matki. Skupiając się na sferze psychicznej cierpiącej matki autorka stawia sobie poprzeczkę dość wysoko, a jednak wyśmienicie wywiązuje się z postawionego sobie celu. Łącząc to z rewelacyjnie skonstruowaną intrygą kryminalną stworzyła książkę obok, której ciężko przejść obojętnie. Jej przeczytanie zostawia w głowie i sercu pewne pytania i myśli. Powieść godna uwagi szczególnie dla tych, którzy mają dość utartych i suchych schematów. Myślę, że podobnie jak ja zapamiętacie tę pozycję na długo i będziecie czytać z zapartym tchem do ostatniej strony. Polecam, bo warto. 



<Ocena: 8/10>

www.swiatmiedzystronami.blogspot.com

Głębia - Henning Mankell

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 6/6
Po Mankella sięgam w ciemno i zawsze z góry daję książce najwyższą ocenę. Nigdy jeszcze się na jego twórczości nie zawiodłam. I nadal nie odżałowałam, że więcej już nic nie napisze.
Głębia to niekryminalny Mankell umiejscowiony w trakcie trwania I wojny światowej.
Tytuł można rozumieć dwojako, a nawet na trzy sposoby.
Tytuł Głębia może dot. głębi morskiej, którą bada główny bohater, szwedzki hydrolog Lars Tobiasson-Svartman. Został on
oddelegowany do pomiarów głębokości morza Bałtyckiego i wyznaczenia nowego toru wodnego dla szwedzkich okrętów. To tylko brzmi tak nudnie. Książka jest fascynująca i niezwykła.
Ale wracajmy do tytułu. Może to być także głębia męskiej psychiki, którą szwedzki pisarz wspaniale prezentuje w książce. Mankell idzie tym razem na całość i zagłębia się w męską psychikę dokładnie. Wiele mnie w tym aspekcie zadziwiło:).
Wiem, skandynawskie i mankellowskie pisarstwo słyną z psychologicznym rozważań, rozkładania psyche bohatera na czynniki pierwsze, ale tym razem jest jeszcze mocniej, mroczniej, głębiej. A trzecia głębia...hmmm..tego dowiecie się z lektury...Głębi :)
Nie napiszę wam ani słowa więcej o fabule. Nie ma to sensu, a poza tym nie nakreśliłabym jej dobrze. Ba, jestem przekonana, iż obojętnie co napisałabym o treści książki, jak zarysowała akcję, to i tak pozostanę w tyle daleko za Mankellem. 

Mankell tą książką po raz kolejny udowodnił, że mistrzowskim pisarzem był niezależnie od tego w jakim gatunku literackim tworzył. Krótkie, proste zdania, a tak bardzo przemawiające obrazowo.
Odłożył etui na bok i podniósł wieko drewnianej skrzyneczki, którą postawił na stoliku o wysokim rancie zabezpieczającym przed zsuwaniem się przedmiotów podczas sztormu. Były w niej cztery zegarki. Trzy wskazywały dokładnie tę samą godzinę. Miały za zadanie nawzajem się pilnować. Czwarty, ten, który Lars Tobiasson-Svartman odziedziczył po ojcu, miał nieruchome wskazówki. Na nim czas się zatrzymał.
I smutny koniec. Jest to charakterystyczne dla Mankella. Jego książki nawet gdy kończą się happy endem (o ile to w szwedzkich warunkach możliwe) i tak są smutne. Ale Głębia jest wyjątkowo smutna, tragiczna. W pewnym momencie złapałam się na tym, że zaczęłam się zastanawiać, czy czytać do końca, czy chcę znać ten koniec. 
Głębia porusza, wyciska człowieka, akcja przykuwa, choć jest powolna, mało dynamiczna, bardzo mało, ale jeżeli lubicie tego typu literaturę będziecie zachwyceni, podobnie jak ja jestem. Gorąco polecam.

czwartek, 31 sierpnia 2017

Lód i woda, woda i lód - Majgull Axellson

     




Jak  we wszystkich swych książkach tak i w tej Majgull Axelsson pisze o kobietach. Tutaj główną bohaterką jest dobiegająca czterdziestki autorka kryminałów, która sądziła, że gdy wypłynie wraz z grupą naukowców na lodołamaczu znajdzie na "Odynie" miejsce, w którym spokojnie będzie mogła oddać się pisaniu nowej książki. Suzane ma za sobą trudną przeszłość, którą próbuje wymazać ze swojej pamięci, ale nawet tutaj ona ją dopada wraz z usłyszaną piosenką, śpiewaną przed wielu laty przez Bjorna Hallgrena, z którym wychowywała się jak siostra z bratem, a który faktycznie był jej kuzynem. To wystarcza, by cała jej przeszłość powróciła; dzieciństwo pozbawione miłości matki, Inez, której sercem całkowicie i bez reszty zawładnął Bjorn i to od momentu, gdy jej bliźniacza siostra, Elsa, niechcianego przez siebie  przyniosła go do domu.  Nie starczyło Inez już uczucia dla córki co tę doprowadziło do kompleksów, pozbawiając pewności siebie i swej wartości a z czasem do braku sensu swego żcia i próby samobójczej. 
           Akcja książki głównie toczy się na Odynie, wśród kruszonego przez niego lodu, ale jej fabuła jest przeplatana historią życia kobiet z rodziny Suzane, począwszy od jej babki. 
Jest to opowieść o dwu  pokoleniach kobiet, żyjących w trudnych związkach, pełnych napięć i niezrozumienia, o ich  wyborach i wynikającego z tych wyborów braku poczucia szczęścia, który to brak  ma destrukcyjny wpływ na kolejne pokolenia, pozbawione tego co najistotniejsze - matczynej miłości. 


Czytaj więcej

wtorek, 8 sierpnia 2017

Oczy Eugena Kallmanna - Hakan Nesser

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5,5/6
Nesser tym razem kryminalny, choć także mocno psychologiczno-obyczajowy. Niezależnie od tego, jaką książkę Nesser napisze, zawsze trzyma najwyższą formę. To mistrz łączenia różnorodnych gatunków literackich. Nie inaczej jest z Oczami....
Po raz kolejny pisarz pokazał, iż życie nigdy nie jest takim, jakim nam się wydaje i genialnie oddał psychologiczną głębię i wymowę powieści oraz ukazał, iż nawet za najbardziej makabryczną zbrodnią kryje się coś więcej, dużo więcej. Dodatkowo owa makabryczna zbrodnia wcale nie musi oznaczać rzezi czy zbiorowego morderstwa. Może być ona zupełnie czym innym.
Celowo nie napiszę nic o treści książki, ponieważ po pierwsze nie bardzo wiem, jak miałabym to zrobić bez spojlerowania, a po drugie fabuła jest skomplikowana (choć na pierwszy rzut oka taką się nie wydaje), wielowątkowa, wielowarstwowa i zmusza do uruchomienia sporej liczby szarych komórek w trakcie lektury.
Autor po raz kolejny pod płaszczykiem zbrodni i niewielkiej tajemnicy prezentuje dużo, dużo więcej.
Historia (z pozoru bardzo błaha, wręcz banalna) rozgrywa się w 1995 roku w niewielkim szwedzkim miasteczku. Nesserowi należą się gorące brawa za bardzo ciekawe i drobiazgowe nakreślenie realiów takiej społeczności. W ogóle skandynawska (a szwedzka w szczególności) literatura lubuje się w opisach społeczeństwa, ukazaniu postaci, szczegółowej wiwisekcji charakterów i przeszłości. Autor Oczu... jest nieodrodnym skandynawskim psiarzem. Jego bohaterowie są świetnie nakreśleni, ich przeszłość ukazana bardzo drobiazgowo. Podobnie z wpływem przeszłości na bieżące wydarzenia i samo rozwiązanie zagadki.
Historię, która niespodziewanie w ekspresowym, jak na skandynawskie warunki tempie ewoluuje, poznajemy z punktu widzenia różnych osób. Daje to nam możliwość pełniejszego poznania wydarzeń.
Dodatkowo sporą porcję wiedzy pozyskujemy z pamiętnika, który przed swoją zagadkową śmiercią pisał tytułowy Eugen Kallmann, nauczyciel języka szwedzkiego w szkole w mieścinie, w której toczy się akcja. Gdy bohaterowie książki zagłębiają się w tajemnicze zapiski Kallmanna wydaje im się, że mają przed sobą wszystkie elementy układanki i klucz do rozwiązania tajemnicy. Nie wiedzą, jak bardzo się mylą.
Zakończenie książki zaskakuje i to bardzo. Co ciekawe, zakończenie książki absolutnie nie jest rozwiązaniem zagadki. Samą tajemnicę rozwiązujemy dużo wcześniej, a książka kończy się....tego nie zdradzę. Nan tylko nadzieje, że całość przypadnie wam do gustu. Nie oceniajcie Oczu... przed przeczytaniem zakończenia.
Gorąco polecam, przez cały czas lektury towarzyszył mi wewnętrzny niepokój i mocno wyczuwalny nastrój grozy. Warto dać książce szansę, choć jestem przekonana, że nie wszystkim ona przypadnie do gustu. Nie jest to bowiem typowy kryminał, ani typowa powieść obyczajowo- społeczna. To jest po prostu Hakan Nesser.

środa, 21 czerwca 2017

Jedenaście dni w Berlinie - Hakan Nesser

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5,5/6
Zgadzam się w 100% z tym, co wydawca napisał na okładce. To
świetnie napisana powieść, pełna charakterystycznego dla Nessera inteligentnego humoru.
Jest to także kolejny nie kryminał w twórczości tego autora.
Arne Murberg, główny bohater, każdy zapała do niego sympatią już od 1. strony. Upośledzony umysłowo i ruchowo, ale przy tym ot taki poczciwy wzbudzający sympatię i litość człowiek. W celu odnalezienia matki musi on odbyć (jak na jego możliwości) niesamowicie trudną podróż, ze Szwecji do Berlina. Dla nas, zdrowych ludzi niby nic niezwykłego. Dla Arne wręcz przeciwnie.
W Berlinie następuje zderzenie bohatera zarówno z wielkim miastem, innym krajem, językiem, inną kulturą, ale także (a może przede wszystkim) zderzenie z własnymi możliwościami. Arne pokonuje bowiem bariery, które jak wielu uważało będą dla niego przeszkodą nie do pokonania.Tytułowe jedenaście dni, które Arne spędza w Berlinie, są dla niego czymś zupełnie nowym, a jednocześnie przełomowym. Tę wyprawę można by porównać do wyprawy zdrowej osoby na Mon Everest.
Mimo wielu przeszkód Arne nie załamuje się.
Książka wzrusza, porusza, bawi i zmusza do zastanowienia, jak wielkie mają szczęście, ci którzy są zdrowi, jak wiele w życiu dostaliśmy od losu i jak często tego nie doceniamy skupiając się na bzdurach.
Nesser jak zwykle stanął na wysokości zadania. Kreacja głównego bohatera, jego zderzenie z życiem dla nas normalnym, walka z własnymi ograniczeniami, reakcja na zwyczajne z pozoru rzeczy, czynności, wspaniała, mistrzowska i na długo pozostanie w moich myślach.
Autorowi udało się genialnie pokazać świat widziany oczyma osoby z tak wieloma ograniczeniami, jakie ma Arne.
Wyjątkowa książka, w pewien sposób podobna do Forresta Gumpa z ...żółtymi butami.
Zachęcam do lektury.

wtorek, 20 czerwca 2017

Hotel Angleterre - Marie Benett

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 4-/6
Trochę rozczarowała mnie ta książka, liczyłam na coś więcej.
Mamy młode małżeństwo, którego szczęście trwa niezwykle krótko. Jest wojna, 5 miesięcy po ślubie młody małżonek Georg zostaje umieszczony w obozie pracy na północy Szwecji. Pobyt tam trwa długo, bardzo długo. Zmienia mężczyznę, jego charakter, postrzeganie wielu spraw.
Ta część opisująca samego bohatera, jego myśli, reakcje na podawanie manipulacjom, pobyt w obozie na dalekiej nieprzyjaznej północy bardzo mi się podobała.
Zupełnie inaczej było z częścią historii opowiadającą o jego żonie.
Młoda kobieta zostaje sama walcząc z wojenną codziennością. Nawet po przeprowadzce do rodziców, Kerstin jest samotna. Nie wiem doprawdy czy z tęsknoty za mężem i samotności, czy dla urozmaicenia wdaje się ona w romans z inną kobietą. Motywacja nie jest znana. Ani źdźbła namiętności, ognia, chemii (jak zwał tak zwał) między obydwoma kobietami. Albo być może ja nie potrafiłam tego wyszukać w tekście. I bynajmniej, nie oczekiwałam żadnych pikantnych scen. Namiętność można pokazać na różne sposoby. Obie bohaterki sprawiały na mnie wrażenie jakby związały się ze sobą z nudy, chęci przeżycia czegoś innego, bycia ze sobą z braku innej alternatywy.
Gdy porusza się taki temat, jak seks (nie istotne czy homoseksualny czy nie), warto by odrobić lekcję i jakoś sensownie podejść do tematu. Dla mnie opis tego romansu jest suchy jak wióry lecące z drewna. No takie porównanie mi się nasunęło. Zero emocji, napięcia.
No, ale niech będzie, młoda kobieta korzysta z uciech zakazanego związku. W tym czasie mąż o głodzie, na mrozie przechodzi kolejne upokorzenia, cierpi psychicznie i fizycznie. Ciekawe zestawienie. No ale cóż, takie rzeczy serwowała wtedy historia. Każde maksymalnie skoncentrowane na sobie, na swoich potrzebach, nie myślące o tym, co dzieje się z tym drugim. Każde na swój sposób dostosowuje się do rzeczywistości, jaką przygotował mu los.
Hotel Angleterre to książka o pragnieniach ukrytych czasami zbyt głęboko, o pozorach, o tym, jak jeden moment, jedno zdarzenie z pozoru najbłahsze wyzwalają w nas nieznane pokłady wiary, ale i agresji, chęci do walki. To także opowieść o niezrozumieniu, szukaniu tego co istotne i niestety, ale zbyt często nieznalezieniu.
I niby wszystko byłoby ok, nawet ten suchy romans bym przełknęła, gdyby nie fakt, iż po mniej więcej 2/3 książki autorce zaczynają się rozmywać niektóre wątki. Niestety, ale do końca książki części z nich nie udało się Benett złapać i sensownie zakończyć.
Niewątpliwie to książka z bardzo dobrymi, ale i kiepskimi momentami. Mimo to warto ją przeczytać.
Plusem są: kreacja Georga i niezwykle wiarygodne przedstawienie jego przeżyć oraz tego co działo się w obozie, piękny język jakiego używa autorka, bardzo piękny i doskonałe tłumaczenie.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Ragnar Jónasson - "Milczenie lodu"

Tytuł: Milczenie lodu
Cykl: Mroczna wyspa lodu ( tom 1 )
Autor: Ragnar Jónasson
Stron: 304
Gatunek: Kryminał, kryminał skandynawski, kryminał islandzki
Wydawnictwo: Amber
ISBN 978-83-2415-501-9

Wszyscy, którzy śledzą mojego bloga i to co czytam wiedzą, że skandynawskie klimaty to właśnie mój świat. Na literaturę islandzką trafiłam po raz pierwszy. W głębi duszy czułam, że to będzie powieść stworzona dla mnie. Zobaczmy czy przeczucie było słuszne...

Przenieśmy się do Siglufjördur - małego miasteczka na północy Islandii. Miasteczka - pułapki jak niektórzy go nazywają. Dlaczego? Bo zimą panuje tam mrok, a jedyna droga by się tam dostać to ta prowadząca przez tunel, który najczęściej jest zasypany i niedostępny aż do wiosny. I dziwny duet - każdy wie o każdym wszystko, ale nikt nikomu nie ufa. To właśnie tu Ari Thór  Arason dostaje swoją pierwszą pracę w policji. Nazywany przez wszystkich wielebnym, bo studiował teologię nie do końca potrafi się tu odnaleźć. I właśnie w tedy choć mówiono mu, że jego praca będzie polegać na wystawianiu mandatów od czasu do czasu lub rozdzielaniu walczących pijaków dochodzi do dziwnej śmierci sławnego pisarza, a  niedługo potem do ciężkiego ranienia kobiety, którą półnagą znaleziono w śniegu przed domem. Tylko Ari podejrzewa, że pisarz nie zginął w wypadku. Czy uda mu się przebić przez milczenie całej wioski? Czy pozostali policjanci mu pomogą czy będą chcieli zatuszować sprawę? Do czego to wszystko prowadzi i jakie decyzje podejmie Arason?

Wszystko brzmi wspaniale, ale niestety tak nie jest. Kryminał, który ni w ząb nie wzbudza dreszczy czy emocji. Ciągnie się mimo skromnej objętości, a jedyne co go ratuje to klimat i atmosfera Islandii. Na prawdę na plus zasługuje umiejscowienie powieści. Myślę jednak, że mimo to chętnie sięgnę po inne pozycje z cyklu jeśli tylko zostaną wydane w Polsce. A Was zachęcam do zapoznania się z autorem. Myślę, że nie zawiedziecie się.

Ćma - Katja Kettu

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5/6
To moje drugie spotkanie z książkami tej fińskiej autorki. Po raz drugi jestem rozdarta. Z jednej strony książka przypadła mi do gustu, a z drugiej niezupełnie (ze względu na lekki choć zamierzony chaos ).
Akcja Ćmy rozgrywa się naprzemiennie na dwóch płaszczyznach czasowych, w przedwojennym Związku Radzieckim i we współczesnej Rosji.
Z Finlandii, która doskonale współpracuje z nazistami ucieka młoda ciężarna kobieta. Ucieka ona do ZSRR i wpada z przysłowiowego deszczu pod rynnę. Irga trafia bowiem do łagru. A wiadomo jakie były warunki w takich miejscach w ZSRR. Szans na przeżycie kobieta i do tego w ciąży nie miała praktycznie żądnych. Irga postanawia jednak walczyć dla siebie i dla dziecka.
Kolejna część opowieści przenosi nas w casie, kilkadziesiąt lat póżniej. Jest XXI wiek, wnuczka Irgi przybywa do wsi Ławra w Republice Mari El w Rosji. Wiodą ją tam korzenie rodzinne i chęć poznania relacji ludzi z momentów, gdy ustrój, okoliczności, czas doprowadzają ich do ostateczności. Ludzie, jak i miejsce do którego kobieta dociera, budzą w niej lęk, ale jednocześnie intrygują.
Opowieść Irgi przeplatana jest z opowieścią jej wnuczki.
Książka jest trudna i to w niektórych momentach nawet bardzo. Niewątpliwie wymaga skupienia, czasu i odpowiedniego podejścia do lektury.Tematyka trudna, bolesna, nadal wzbudzająca kontrowersje. Trudny i specyficzny jest także sposób pisania Finki. W wielu momentach autorka miesza style, rodzaje narracji, literatury. Taki chaos umiarkowanie przypadł mi do gustu.
Autorka miesza także uczucia, którymi książka jest wręcz przepełniona, chociaż to akurat rozumiem, jest kwintesencją opowieści, jej wymową. Ćma to bowiem nie tyle opowieść o trudnych losach co pochwała ludzkiej mocy, przyjaźni, samozaparcia, witalności.
Z drugiej strony opowieść jest przepełniona sadyzmem, nienawiścią, fanatyzmem i wieloma innymi negatywnymi uczuciami. Trudne były czasy, o których opowiada Kettu, trudne i bolesne ludzkie relacje, trudna powieść.Kettu obnaża historię, jej niewygodne dla wielu aspekty, pisze ostro, bezpardonowo o najbardziej drastycznych rzeczach, postępowaniach ludzi.
Na plus zasługuje język, którego używa autorka. Szczególnie przypadło mi do gustu użycie mowy potocznej, zastosowanie kontrastu polegającego na umieszczeniu wręcz bajkowych metafor obok ostrych wulgaryzmów.