Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Amber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Amber. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Arka zabójców Asa Schwarz



Szwedzkie kryminały kojarzą mi się m.in. z obszernością, ale tym razem w me ręce wpadł niepozorny egzemplarz „Arki zabójców” autorstwa pisarki Ǻsy Schwarz. Według napisów na okładce jego treść miała mi przypominać książki Dana Browna i Stiega Larssona.  
"Brudna Trzydziestka" to lista firm, które najbardziej zanieczyszczają środowisko naturalne w Szwecji. Na pierwszym miejscu jest prezes elektrowni Josef Larsson. Tuż przed północą do jego mieszkania włamuje się młoda aktywistka Greenpeace Nova Barakel. Nie chce ona nikomu robić krzywdy. Czerwoną farbą w sprayu wypisuje na meblach różne hasła protestacyjne. W pewnym momencie zauważa na podłodze czerwone kropki. Idzie ich śladem i odkrywa upiorną scenę. Ktoś był od niej wcześniej w tym mieszkaniu i zabił Josefa, jego żonę i psa. Okrutnie okaleczone ciała morderca ułożył w makabryczną scenę. Ten widok tak wstrząsnął dziewczyną, że zanieczyściła ona miejsce zbrodni.
Wkrótce ginie Jan Mattson, inny szef wielkiej korporacji, osoba numer 2 na liście. Morderca cechuje się wyjątkowym okrucieństwem, profanuje zwłoki. Jest sadystą, ale i wizjonerem. Swe ofiary upokarza poprzez ułożenie ich w przerażające pozy. Miejsce zbrodni jest niemalże dziełem sztuki podpisane cytatem z Biblii. Oskarżenie pada na Novę i jej dwóch kolegów. Dziewczynie udaje się uciec przed aresztowaniem, a więc kolejny niszczyciel środowiska jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
Policjantka Amanda  o pieszczotliwej ksywie Małpa jest święcie przekonana o winie Novy, w czym utwierdza ją otrzymany anonim. A dziewczyna z ukrycia zaczyna prowadzić własne śledztwo. Sprawa jest zagmatwana, bo nic do siebie tak naprawdę nie pasuje. Co mają wspólnego: potomkowie nefili, cytaty z Biblii, góra Ararat w Turcji, topniejące lodowce, emisja CO2 (kilka ciekawostek umiejętnie wplecionych w akcję), sztychy Wiliama Hogartha, zarażone wirusem telefony komórkowe, śmierć matki Novy w wypadku samochodowym i drugi spadkobierca jej majątku?
Wiele wątków w tym niepozornym kryminale. Ciekawie się one zazębiają, ale w moim odczuciu nie do końca wszystko zostało rozpracowane. Zwłaszcza wątek arki Noego i góry Ararat. Pomysł na fabułę dobry, lecz raczej nie do końca dobrze przedstawiony. Męczyła mnie powolność akcji, brak dynamizmu w działaniach policji czy nawet samej Novy, choć ona wypadała tu lepiej. Niektóre opisy czytałam pobieżnie, bo wydawały mi się zbędne. Mało było dialogów. Po prostu nie czułam napięcia, nie zostałam wciągnięta w wir śledztwa, choć narracja była prowadzona płynnie. Zakończenie mnie nie zaskoczyło, tytuł trochę rozczarował.
Bohaterowie jak dla mnie zwykli ludzie, lecz żadna nie przykuła mojej uwagi, żadna nie zwracała na siebie uwagi. Najobszerniej zostały scharakteryzowane Nora oraz Amanda. Choć odniosłam wrażenie, że autorka za bardzo skupiła się na chwilowej niedyspozycji policjantki. Za mało uwagi zostało poświęcone mężczyznom w tej powieści.
Niby dostałam do ręki trzymający w napięciu thriller, mistyczną zagadkę, brawurową akcję, etyczne refleksje, ale ja tego niestety za bardzo nie odczułam. Namiastka Browna i Larssona. Mało tu zagadek, mało brawurowych ucieczek czy rozwiązań, za to dużo opisów. Jedynie obrazy miejsc zbrodni rzeczywiście przyprawiają o gęsią skórkę, o tyle reszta jest taka sobie.

niedziela, 25 maja 2014

"Anioły śniegu" James Thompson




James Thompson to Amerykanin, który od ponad 10 lat mieszka w Finlandii, ma żonę Finkę. Imał się różnych zawodów zanim został pisarzem. Anioły śmierci to pierwsza jego powieść, która rozpoczyna serię kryminałów osadzonych w scenerii mrozu i śniegu, w których główną postacią jest detektyw Kari Vaara. I co ciekawe… na końcu tej powieści wydawca zmieścił dwa pierwsze rozdziały kolejnego tomu – Łez Lucyfera.
Początek jakoś mnie nie porwał. Miałam wrażenie, że autor lub tłumacz uczy mnie języka fińskiego. I przyznam szczerze, że to mnie trochę zraziło. Scena zwolnienia jednej z pracownic w restauracji tak naprawdę niewiele wnosi do głównej akcji, co najwyżej pozwala poczuć klimat w miasteczku Kittila. Dopiero znalezienie zwłok imigrantki z Somalii bestialsko zmasakrowanych zaczyna właściwą akcję powieści. Elma Sufi to piękna czarnoskóra aktorka, którą ktoś brutalnie okaleczył i na koniec zamordował. Zabójstwo dokonano zarówno ze względów rasistowskich, jak i seksualnych…
Policjanci kierowani przez inspektora Vaara szybko działają, szybko znajdują różne powiązania i tropy, bo i fińskie zestawienia różnych danych nie są zbyt obszerne i w ciągu jednego dnia, a nawet kilku godzin można otrzymać dane z systemu komputerowego. W ciele denatki i na nim technicy odkrywają DNA 3 różnych osób. Pokój wynajmowany przez Elmę i znalezione w nim ślady wskazują na to, że nie była ona przykładną muzułmanką. Na jaw wychodzą różne grzeszki aktorki. Ale tak to już jest, że ofiara przestępstwa nie ma żadnej prywatności, wszystkie jej tajemnice są wywlekane na światło dzienne i szczegółowo zbadane, by znaleźć sprawcę zbrodni.
Sprawa wydaje się niby oczywista, już prawie rozwiązana – został aresztowany pewien mężczyzna, do którego detektyw mógłby mieć osobistą urazę za wydarzenia sprzed lat. Mimo osobistych powiązań Vaara nie rezygnuje ze śledztwa, chce je sam poprowadzić. Do pewnego momentu mu się to udaje. Jednakże rozwiązanie sprawy komplikuje fakt, że w kolejnych dniach śledztwa przybywa trupów. Samobójstwo nastolatka, zabicie męża przez żonę, morderstwo byłej żony inspektora… to kolejne ofiary, ale nie wszystkie.
Trudne śledztwo zaczyna się odbijać na życiu detektywa, w dodatku dręczą go traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa i nieudanego pierwszego małżeństwa, zaś jego ciężarna żona ma problem z przyzwyczajeniem się do tego surowego klimatu. W tym kryminale jest sporo z powieści obyczajowej – można poznać przeszłość i demony głównego bohatera, jego myśli i uczucia, mentalność Finów, ich codzienne życie.
Zbliża się czas Bożego Narodzenia, a to w Finlandii za kołem polarnym czas kaamos. To najbardziej ponury czas w Laponii. Czas, kiedy w Laponii przez 2 tygodnie panują ciemności i jest ogromny mróz. Ta niekończąca się noc i paraliżujący mróz powodują, że ludzie za kołem polarnym często cierpią na depresję, psychozy, odchodzą od zmysłów. I to do tego stopnia, że niektórzy nie wytrzymują napięcia i mogą zabić innych lub siebie. Często też popadają w alkoholizm i przede wszystkim nie uzewnętrzniają swoich uczuć oraz często milczą. Bo taka jest fińska kultura – pełna ciszy i izolacji.
Kari Vaara ma swoją teorię odnośnie zabicia Elfi, ale jego zdania nie podziela jego amerykańska żona Kate, z którą dzieli się szczegółami dochodzenia i swoimi teoriami. Vaara wymyśla plan zasadzki i wciąga w niego mężczyznę pierwotnie podejrzanego o zabicie aktorki. Z kolei Kate twierdzi, że jej mąż się myli i wszystko źle się skończy… Kto ma rację? Czyje przeczucia się sprawdzą?
Autor poprzez narrację pierwszoosobową wprowadza nas w klimat Finlandii – mroźny i ciemny, ale także samotny, milczący i trochę taki oschły jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie. Akcja jest spójna, toczy się normalnym rytmem nie ma tu żadnych zrywów, jest po prostu kolejny telefon o śmierci któregoś z bohaterów. Najwięcej dowiadujemy się o życiu detektywa i nim samym, a on to skarbnica bezużytecznych informacji. I rzeczywiście w powieści jest umiejętnie wplecionych kilka ciekawostek. Anioły śmierci to według mnie kryminał obyczajowy wart przeczytania choćby ze względu na kaamos.