Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stieg Larsson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stieg Larsson. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 stycznia 2013

Zamek z piasku, który runął - Stieg Larsson

Saga Millennium Stiega Larssona zrobiła niemałą furorę na całym świecie. Stała się światowym bestsellerem, spopularyzowała literaturę skandynawską, a ekranizacja pierwszej części znalazła się w pierwszej trójce najlepszych filmów 2012 roku. Są jeszcze osoby, które dziwi ten fenomen? Jeśli tak, to na 99% są to osoby, które jeszcze po powieści Larssona nie sięgnęły. Ja jestem właśnie świeżo po lekturze ostatniej, trzeciej z sagi Millennium książki i uważam, że cała trylogia jak najbardziej zasługuje na szum, który się wokół niej wytworzył.

„Zamek z piasku, który runął” jest bezpośrednio związany z drugim tomem i dalszym ciągiem wydarzeń. Wydarzeń, które doprowadziły do tego, że Lisbeth Salander została oskarżona o morderstwo trzech osób. Ścigana jest jednak nie tylko przez policję – zagraża jej śmiertelne niebezpieczeństwo, a Mikael Blomkvist, nie wierząc w winę Lisbeth, robi wszystko, aby dociec prawdy i pomóc przyjaciółce. Proste to nie będzie, bowiem w sprawę zamieszany jest rząd i służby bezpieczeństwa, a policja w tym wypadku niewiele może.

Trzeba przyznać, że Stieg Larsson wykonał kawał doskonałej roboty, pisząc swoją trylogię. Z jednej strony żałuję, że napisał tylko 3 tomy, z drugiej cieszę się, że zdążył napisać aż tyle i zapewnił nam genialną lekturę. Kolejny bowiem tom okazuje się jeszcze lepszym od swoich poprzedników – na mnie zrobił chyba największe wrażenie. Jednocześnie starałam się dawkować sobie tę cegłę z umiarem, żeby nie skończyć za szybko, ale na niewiele się to zdało – powieść wciągnęła mnie to tego stopnia, że praktycznie nie mogłam oderwać wzroku od tekstu i autentycznie śniła mi się po nocach. Nie da się tej książki nie połknąć praktycznie w całości.

I coś, co mnie zaskoczyło: w końcu prawdziwie polubiłam Mikaela Blomkvista! Nie wiem jednak, czy jest to zasługa Larssona, czy Davida Finchera, który w swojej ekranizacji obsadził w roli Mikaela Daniela Craiga, którego uwielbiam! „Dziewczynę z tatuażem” obejrzałam dopiero niedawno, bo w grudniu, jednak uważam, że to kolejny kawał dobrej roboty i odtwórca praktycznie każdej roli pasował mi tam jak mało kto, nie mówiąc już o Lisbeth i Mikaelu właśnie… No ale nie o filmie miało być, a o książce.

Nie da się tej książki przeczytać w spokojnym, wolnym tempie. Nie da się i już. Bo nie można się od niej oderwać, jak mało która powieść trzyma w napięciu, a że ja jestem fanką wszelakich kryminałów i thrillerów, a już zwłaszcza skandynawskich – sami widzicie, po prostu ją połknęłam. „Zamek z piasku, który runął” jest ściśle powiązany z drugim tomem i gdyby nie objętość, spokojnie można by te dwie powieści połączyć w całość. Już na samym początku wracamy do tego, co zostawiliśmy, kończąc „Dziewczynę, która igrała z ogniem”. Niektórzy zrażają się do Millennium, gdy spojrzą na grubość tomów – fakt, przeraża, jednak gdy zacznie się czytać… przepada się na amen. Bez wątpienia jest to jeden z najlepszych kryminałów, jakie czytałam przez całe swoje życie, a przeczytałam ich naprawdę niemało. I nie jest tak, że w książce jest tylko i wyłącznie jeden wątek Lisbeth Salander – nie, bowiem równie mocno zainteresowały mnie wydarzenia, związane z Eriką Berger, zaintrygowała praca wielkiej redakcji jednej z najpopularniejszych szwedzkich dzienników… oraz to, wokół czego kręci się cała ta książka, a mianowicie polityka i rządy. A jeśli autor jeszcze zna się na rzeczy i potrafi to ciekawie opisać, to nie pozostaje nic, tylko czytać.

Ktoś jeszcze nie jest przekonany? Wątpię. Ta książka, ba, cała seria zbiera praktycznie same pozytywne opinie i w pełni na to zasługuje… Jest tylko jedno ale… bo po przeczytaniu „Zamku z piasku…” pozostaje niedosyt i żal, że to już niestety koniec…

Autor: Stieg Larsson
Wydawnictwo Czarna Owca, 2012
Liczba stron: 784

czwartek, 10 stycznia 2013

Dziewczyna, która igrała z ogniem - Stieg Larsson

Odkąd przeczytałam pierwszą część słynnej sagi Millennium Stiega Larssona, czekałam na moment, aż w moje ręce wpadnie kolejna część. Pierwszy tom zainteresował mnie na tyle, że byłam ciekawa, co też autor mógł zaserwować nam w kontynuacji. Na „Mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet” nie zawiodłam się, ciekawa byłam więc, czy kolejny jest tak samo dobry i czy autor utrzyma swój poziom.

Mikael Blomkvist wraz z przyjaciółmi rozpoczyna pracę nad nowym numerem Millennium. Do grona redakcji dołącza jeszcze Dag Svensson, piszący artykuł na temat rozległej siatki osób, które przemycają z Europy Wschodniej kobiety, wykorzystywane potem w branży seksualnej. Wiele z osób, należących do tej grupy, to wysoko postawione osoby w państwie, piastujące dość wysokie stanowiska. Żona Daga, Mia, zajmuje się tym samym tematem w swojej pracy doktorskiej. Jednak na krótko przed oddaniem numeru do druku para ginie, zastrzelona w swoim mieszkaniu. Zwłoki znajduje Mikael, na klatce schodowej dodatkowo policja znajduje broń z odciskami palców opiekuna społecznego Lisbeth oraz samej Lisbeth. Za dziewczyną rozpoczyna się więc pościg jako za główną podejrzaną, która w gazetach przedstawiana jest jako niepoczytalna, chora psychicznie i szalona morderczyni. Mikael jednak nie wierzy w jej winę i na własną rękę stara się odkryć prawdę. Motyw do zabójstwa bowiem miało wiele osób, których tożsamość w swojej pracy odkrył i Dag, i Mia.

Znowu, w kolejnej części sagi, spotykamy się z tymi samymi bohaterami. Mikael, poprzednio dość bezbarwny i zupełnie mi obojętny, nagle zaczął zdobywać jako taką sympatię. Lisbeth jednak zdobyła ją już w „Mężczyznach…”, a tutaj jej notowania wcale nie spadły, a nawet wzrosły. Trzeba przyznać, że Stieg Larsson stworzył dość wyrazistą, oryginalną bohaterkę, która rzuca się w oczy już na samym początku i która bez wątpienia potrafi zdobyć uwielbienie czytelnika. No bo powiedzcie, jak można jej nie lubić?

Książka poza tym wciągnęła mnie już od samego początku, nie musiałam na to czekać do połowy, jak poprzednio. Więcej jest tu zagadek, a akcja stopniowo przyspiesza, chociaż dzieje się sporo już od pierwszych stron. Zwykle, biorąc do ręki drugą część jakiejkolwiek książki nie spodziewamy się tego, że przebije ona swoją poprzedniczkę, często kontynuacje bowiem pisane są czasem trochę na siłę, są dużo gorsze. Tutaj jednak muszę przyznać – „Dziewczyna, która igrała z ogniem” jest jeszcze lepsza od pierwszego tomu sagi. Wciągnęła mnie od razu, nie pozwalała wypuścić z rąk i zaskoczyła zakończeniem. A tego kompletnie nie spodziewałam się po tej książce, jak i po całej trylogii Millennium. Dowodem na to może być choćby fakt, że całą taką cegłę, 700-stronicową, udało mi się „połknąć” w dwa dni.

Absolutnie cała ta trylogia zasługuje na uwagę, nie tylko fanów kryminałów. I wcale nie dziwi mnie fakt, że zdobyła tak wielką popularność na całym świecie. Szkoda, że sam autor tego nie doczekał, umierając na atak serca tuż przed premierą pierwszej części swojej książki. Tak spektakularny sukces mogła osiągnąć tylko naprawdę dobra książka, a saga Millennium po prostu do takich powieści należy. Kto czytał, ten po prostu musi przyznać mi rację. 

Autor: Stieg Larsson
Wyd. Czarna Owca, Warszawa 2009
Liczba stron: 700

środa, 9 stycznia 2013

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet - Stieg Larsson

Słynna saga Millenium Stiega Larssona zrobiła furorę na całym świecie. Kto bowiem nie słyszał o tej książce albo o słynnym filmie pod trochę innym tytułem: „Dziewczyna z tatuażem”? Nie ma chyba takiej osoby. U mnie znowu książka wyprzedziła film, za co jestem wdzięczna losowi, bo nie lubię czytać o tym, o czym wcześniej już oglądałam, lubię mieć własne wyobrażenie bohaterów, ewentualnie dopiero potem skonfrontować je z ekranizacją. Jednocześnie byłam bardzo ciekawa, czym cała ta trylogia zdobyła taką popularność. Trochę sceptycznie do takich powieści podchodzę i tak było i tym razem.

Henrik Vanger, osiemdziesięciodwuletni senior rodu, od blisko czterdziestu lat dostaje w swoje urodziny ramkę z zasuszonym kwiatem. Bardzo często jest to kwiat rzadkiego gatunku. Wszystko byłoby jasne gdyby nie to, że takie prezenty Henrik dostawał tylko i wyłącznie od swojej siostrzenicy. Jednak Hariet 36 lat temu zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Uznano ją za zmarłą, jednak policji nigdy nie udało się znaleźć jej ciała. Kto więc wysyła mu te prezenty? Czy jest to ktoś z jego wrogów? Henrik nigdy nie zapomniał o tajemniczym zaginięciu Hariet i wyjaśnienie tej zagadki stało się z czasem jego życiowym hobby.
Mikael Blomkvist, dziennikarz i wydawca magazynu Millenium, dostaje pewnego dnia od Vangera propozycję – oficjalnie chce, aby Mikael napisał jego biografię, nieoficjalnie jednak ma pogrzebać w przeszłości rodziny i spróbować rozwikłać zagadkę sprzed blisko 40 lat. Do pomocy wkrótce dostaje młodą dziewczynę, Lisbeth Salander, która, jak się okazuje, jest nieocenionym researcherem, genialnie potrafi znaleźć każdą informację o kimkolwiek.

Powiem szczerze, że książka trochę na początku mi się dłużyła. Z każdą kolejną przeczytaną stroną zastanawiałam się, kiedy w końcu zacznie się coś dziać i nie spodziewałam się, że przeczytam z takim przekonaniem tych stron prawie 200. Zaintrygowała mnie jednak od początku postać Lisbeth. Kompletnie się nie spodziewałam takiej bohaterki, przedtem miałam o niej zupełnie inne wyobrażenie, okazało się jednak, że zdobyła moją bezgraniczną sympatię niemalże od początku, co mnie zaskoczyło. Moim zdaniem Stieg Larsson miał znakomity pomysł na nietuzinkową bohaterkę, która zwraca uwagę, nie jest zwykłą kobietą, a nawet odbiega od tego wzorca bardzo. Polubiłam ją, w odróżnieniu od Mikaela, który wydał mi się w całej powieści trochę bezbarwny i miałam do niego całkiem obojętne uczucia. Główną bohaterką tej książki stała się dla mnie niewątpliwie Lisbeth Salander.

Ostatnio mam ogromną ochotę na czytanie różnorakich kryminałów i większą uwagę zwracam na te, napisane przez skandynawskich autorów. Bez wątpienia jest to mój ulubiony gatunek. Na powieści Larssona również się nie zawiodłam. Intryguje już sam wstęp, co prawda potem się robi trochę nudno, ale w końcu akcja rozwija się do tego stopnia, że chce się wreszcie czytać dalej. Głównie za sprawą Lisbeth właśnie. Kryminał skonstruowany jak najbardziej poprawnie, nie jesteśmy w stanie domyśleć się zakończenia, co prawda niektóre sprawy są do przewidzenia, jednak książka i tak Was zaskoczy na sam koniec. Być może to właśnie druga połowa książki podobała mi się bardziej, więcej się dzieje, akcja zaskakuje. Nic się jednak nie ma prawa równać z zakończeniem. I mimo tych 600 stron książkę przeczytałam bardzo szybko tylko dlatego, że mimo że to niby zwykły kryminał, mimo że trochę się dłuży – nie mogłam się od niej oderwać. Dla mnie trochę dziwne, byłam jednak tak ciekawa rozwiązania, że nie mogłam przestać czytać. Powieść nie kończy się jednoznacznie – po przeczytaniu ostatniej strony powstaje nurtujące nas pytanie, na które poznamy odpowiedź pewnie w drugiej części. Już nie mogę się jej doczekać.

Książka odniosła popularność na całym świecie i myślę, że na to zasłużyła. Jest dowodem tego, że Skandynawowie naprawdę mają niecodzienne pomysły i potrafią zainteresować potencjalnego czytelnika. Do tego mamy tutaj tajemnice  wielkiej familii, nierozwiązane zagadki z przeszłości i mroczne sekrety, a do tego walkę o wpływy i władzę – czego może chcieć więcej miłośnik thrillerów i kryminałów?

Autor: Stieg Larsson
Wyd. Czarna Owca, Warszawa 2009
Liczba stron: 634